Pochód zbójników - drzeworyt kolorowany, Władysław Skoczylas 1919

O zbójnictwie i ochotnickich zbójnikach

Zbójnictwo oraz ochotniccy zbójnicy

„Nie bedem ja gazdom, nie bedem rolnike,
Ino bedem chodził zbójeckim hodnike!
Hej, a jak mnie złapiom, to se bedem wisioł,
na wirsku jedlicki bedem sie kołysoł.”

Zbójnictwo góralskie jest ciekawym zjawiskiem społecznym, doczekało się też licznych analiz naukowych. Nie można go utożsamiać ze zwykłym rozbójnictwem czy bandytyzmem, zbójnicy byli wśród ludu szanowani, cieszyli się powszechnym autorytetem i szacunkiem. Legendy krążyły po wsiach o ich wyczynach, hardości i lekceważeniu niebezpieczeństwa. Zbójnik w oczach ludności wiejskiej nie był zwykłym bandyta, w jego osobie ucieleśniały się marzenia o wolności (ukochanej przez górali „Ślebodzie”, bogactwie i sławie. Z kolei w oczach starostów, szlachty i często również duchowieństwa zbójnicy byli burzycielami porządku społecznego, których należało bezwzględnie tępić.

Przyczyny powstania zbójnictwa

Głowa Janosika - drzeworyt, Władysław Skoczylas

Nie sposób dziś jednoznacznie określić przyczyn powstania tego zjawiska. Na pewno wynikały po części ze wzrostu obciążeń feudalnych w XVI wieku, wynikający z otwarcia dostępu do morza i dużego popytu na polskie zboże. Ludność pamiętała jednak przywileje królewskie, zwalniające z czynszów i poddaństwa względem właścicieli ziemskich i niechętnie się godziła na wzrost obciążeni ze strony dworu czy starosty. Wcześniej, aby przyciągnąć osadników na mało zaludnione tereny zwalniano ich z pańszczyzny na okres 15, a nawet 20 lat. Po upływie tego okresu czynsze nie były zbyt wielkie, a robocizna na pańskim wynosiła 1-4 dni w roku, istniała też możliwość jej wykupienia. Górale nierzadko osiągali pewien stopień zamożności, nie było wówczas jeszcze charakterystycznego dla późniejszych czasów rozwarstwienia społecznego wsi. Z drugiej strony przywileje zostały nadane ze względu na konieczność kolonizacji zupełnie dzikich i niezamieszkałych terenów (pierwotna dzika puszcza w XIII wieku zaczynała się zaraz za Krakowem, w Myślenicach i pod Tyńcem, oraz ciągnęła się hen po Tatry i dalej). Po zakończeniu pierwotnego procesu kolonizacji i zagospodarowaniu terenów nie widziano sensu w dalszym utrzymywaniu daleko posuniętych swobód. 

Tymczasem rosnący popyt na zboże doprowadził do samowoli starostów, którzy nie zważając na przysługujące chłopom przywileje królewskie samowolnie zwiększali do ogromnych czasem rozmiarów pańszczyznę oraz obowiązki ludności. Chłopi odwoływali się do sądów referendarskich, jednak starostowie często nic sobie nie robili z wyroków sadowych. Widząc bezradność aparatu prawnego chłopi rozpoczęli mniej lub bardziej jawna walkę z posiadaczami ziemskimi, czego efektem było masowe zbiegostwo na tereny sąsiadujące (w ten sposób zasiedlono np. dzisiejszą Górna Orawę) albo czynny opór w formie powstań chłopskich (z reguły krwawo tłumionych) bądź właśnie „pójścia na zbój”.

Zbojnicy licza dutki - stary obrazek na szkle

Na pewno wpływ na rozwój zbójnictwa mieli również Wołosi, wędrowny lud pasterski, którzy zawędrowali na tereny podgórskie w XII wieku a których kultura i tradycje pasterskie stanowiły jedna z głównych podstaw kształtowania się kultury dzisiejszych górali. Będąc wędrownymi nomadami dopiero niedawno weszli w fazę osadniczą, zatem pamięć swobody i braku jakiegokolwiek przymusu musiała być jeszcze zupełnie świeża. Stad konieczność płacenia czynszów oraz poddaństwo i świadczenie pracy na rzecz dworu musiało budzić zrozumiały opór. Nieprzypadkowo za wylęgarnie zbójnictwa uważano hale i szałasy pasterskie. Istnieje też teoria, że Wołosi byli dyskryminowani ze względu na narodowość oraz wiarę, co utrudniało ich asymilacje oraz dostosowanie się do reguł panujących w Królestwie Polskim. Wyrazem stosunku do ludności wołoskiej jest konstytucja sejmowa z roku 1624, która stwierdzała, że „Wiele rzeczy szkodliwych dzieie się w Państwach naszych, za przechowaniem Wołochów y Serbów nieosiadłych, y loźnych„. Dlatego zakazywała ona, „aby się nikt (…) nie ważył takich ludzi przechowywać: pod winą, która jest w prawie o przechowywaniu Cyganów uczyniona„. Widocznie konstytucja nakazywała koczującym Wołochom osiedlanie się na roli. Ci, którzy nie chcieli tego uczynić, aby zachować wolność zbiegali w góry i tworzyli bandy zbójnickie, szczególnie rozpowszechnione w XVII i XVIII w.

Dodatkowo, po pierwszym rozbiorze Polski w 1772 roku zaborca austriacki wprowadził obowiązek wieloletniej służby wojskowej. Pobór do cesarskiej armii był dla górali czymś strasznym, służba trwała długie lata i oznaczała oderwanie od rodziny i środowiska a niejednokrotnie kończyła się śmiercią poborowego. Obawa przed służbą w wojsku austriackim najdobitniejszy wyraz znalazła w pieśni górali żywieckich zapisanej w pamiętnikach Ambrożego Grabowskiego:

A gdy nadejdzie twoja nieszczęsna godzina,
Tedy cię w nocy porwą jako sk…syna,
Związanego jak zbójcę do Żywca powiozą,
Gdzie na ciebie cesarską, zgrzebną kitlę włożą,
I potem cię popędzą od swoich z daleka,
Gdzie na ciebie za Niemców śmierć niechybna czeka.

Powszechna na Podhalu bieda, ucisk ze strony „Panów” oraz trudne warunki gospodarowania tez nie były bez znaczenia. Oczywiście równie wazna była zupełne niska chęć szybkiego i łatwego wzbogacenia się oraz zaimponowania, szczególnie kobietom. Do tego mamy teren pogranicza polsko-węgierskiego, położonego wśród gęstych, dzikich lasów i niedostępnych gór, zapewniających doskonale schronienie. Wszystkie te czynniki dały impuls do wykształcenia się wyjątkowego zjawiska spleconego, jakim było zbójnictwo.

Rozwój zbójnictwa

Janosik i zbójnicy, Konstanty Stecki, obraz na szkle (kopia) 1916–1917

Zbójnictwo powstało w wieku XVI, ze szczególna intensywnością rozwija się ono w wiekach XVII i XVIII, aby w połowie XIX zaniknąć.

Początki zbójnictwa sięgają wieku XVI, kiedy to ograniczenia swobody pasterzy i obciążenia ich podatkami spowodowały masowe ucieczki ludności ze wsi oraz wywołały rosnące niezadowolenie. Wynikało to z przejścia z gospodarki czynszowej na folwarczno-pańszczyznianą, co w praktyce oznaczało narzucenie dodatkowych obciążeń dla ludności. To wówczas rozpoczęła się tak charakterystyczna dla zbójnictwa walka oraz rabowanie osób utożsamianych z warstwą posiadającą – szlachtą, starostami, ale również z bogatszymi chłopami czy duchowieństwem.

Trzeba jednak pamiętać, że obok zbójnictwa istniało również pospolite bandyctwo. Napady czysto rabunkowe zawsze miały miejsce, na długo przed wykształceniem się samego zbójnictwa. Cześć badaczy wspomina np. o wołoskich bandach rozbójniczych w Tatrach i na Podhalu działających już w I połowie XIII w., napadające i rabujące wszystko, co było w ich zasięgu. Trudno jednak zwykłych rozbójników porównywać ze zbójnikami, tym bardziej, że Wołosi znad Dniestru i Zbrucza łączyli się podobno w roku 1241 z Tatarami, nękającymi ziemie polskie. Zresztą zbójnictwo jako takie w tym czasie nie istniało. Ponadto migracja Wołoska na ziemie polskie nie zawsze miała pokojowy charakter. Wołosi byli ludem zadziornym i wojowniczym, a ich przemarsze często przypominały tatarskie najazdy. Np. Jan Długosz podaje przykłady aktów rozboju Wołochów: napad w roku 1406 na Stary Sącz, w roku 1523 ginie z ich ręki w Myślenicach proboszcz Jan Nieśkowita, liczne rozboje w okolicach Obidowej w roku 1516 itp. Długosz ponadto wręcz utożsamia rozbójników podhalańskich z Wołochami.

Hetman zbójnicki na koniu - obrazek na szkle z lat 60-tych XX wieku

Wiek XVII to wiek wojen i wewnętrznego zamętu, bardzo sprzyjającego rozwojowi zbójnictwa na terenach górskich. Niespokojne czasy zapewniały „dobrym chłopcom” bezkarność i duże korzyści. Słusznie narzekała w tym czasie szlachta, że zbójnictwo rozkwitło nad miarę.

W wyniku rozbiorów, gdy południowe tereny Polski znalazły się pod panowaniem austriackim, zbójnictwo przeżywało okres ponownego odrodzenia. Wiązało się to z obowiązkową, długoletnią służbą w wojsku austriackim. Jedyną ucieczką dla górali stały się niedostępne góry i lasy, a że trzeba było z czegoś żyć, grupowano się w towarzystwa zbójnickie i napadano.

Zdarzało się, iż niektórzy stawali się zbójnikami po prostu przez przypadek. Tak było w wypadku Proćpaka, który za kłusownictwo dostał się do więzienia. Potem zbiegł i ukrywał się, a gdy brakło zwierzyny, z kłusownika stał się zbójnikiem. I tu podłożem zbójnictwa była walka z niesprawiedliwym ustrojem, gdyż górale nie uważali kłusownictwa za przestępstwo. W ich pojęciu zwierzyna należała do wszystkich, biednych i bogatych, była środkiem potrzebnym do życia. Nie znajdując wyjścia ze splotu okoliczności, sami wymierzali sprawiedliwość.

Inni chwytali się rzemiosła zbójnickiego z zemsty. Ondraszek, syn bogatego chłopa z Janowic stał się słynnym śląskim hetmanem zbójnickim, gdy doznana od hrabiego Prażmy zniewaga uczyniła z niego mściciela krzywdzonego ludu śląskiego.

Zbójeckie życie (w opracowaniu)

Epilog kariery zbójnickiej

Wplecenie w koło - miniatura z epoki

Kariera zbójnicka nie trwała zazwyczaj długo. Większość zbójników trafiała w ręce sprawiedliwości po jednym czy najwyżej kilku napadach. Jeśli ktoś chodził na zbój przez kilka lat, ten cieszył się wyjątkowym poważaniem. Jedynie nielicznym udawało się wytrwać w tym procederze kilka lat.

Po schwytaniu los zbójnika był przypieczętowany. Jako wrogowie porządku publicznego byli traktowani z całą surowością, jaką dawał prawo magdeburskie. W przypadku zbójników procedura sądowa była bardzo krótka. Od ujęcia do wykonania wyroku mijało kilka, najwyżej kilkanaście dni. Szanse ocalenia były minimalne, w zasadzie jedynie ucieczka umożliwiała przeżycie. Powszechną procedurą było wydawanie zbójników na męki, nawet gdy przyznawali się do winy i składali obszerne zeznania.

Podczas przesłuchań stosowano pięć rodzajów tortur:
1) pogrożenie, 2) zaprowadzenia na miejsce katowni, 3) związanie i obnażenie, 4) położenie na desce, 5) ciągnięcie.

Jedynie piąta tortura była torturą w pełni znaczenia tego słowa. Była to też jedna z najstraszniejszych tortur. Ciągnięcie polegało na kładzeniu torturowanego na stole (czyli tzw. desce) oraz wyciąganie mu nóg i rąk ze stawów przy pomocy dwóch umocowanych na krawędziach stołu wałków z korbami, do których to wałków przywiązywano ręce i nogi delikwenta. Tortura ta często była łączona z torturą przypalania ciała, do której używano specjalnych pochodni z rozpaloną siarką i smołą. Łączenie tych tortur polegało na tym, że delikwenta najpierw poddawano ciągnięniu, zaś później przypiekaniu.

Egzekucja skazańców w średniowieczu

Powtarzano to trzykrotnie, zmuszając torturowanego do przyznania się do zarzucanych mu czynów.

Jednak do skazania nie wystarczało przyznanie się obwinionego do zarzucanych czynów w następstwie zastosowania tortur. Jeśli delikwent wytrzymał wszystkie trzy próby sąd przesłuchiwał go raz jeszcze aby uzyskać potwierdzenie uzyskanych podczas tortur zeznań. Potwierdzenie przyznania się do winy odbywało się dopiero wtedy, gdy oskarżony nie odczuwał już bólu wywołanego torturami.

Obwiniony mógł odwołać zeznania złożone w trakcie tortur. Jednak fakt ten był najczęściej uważany za wystarczającą podstawę do.. ponownego zastosowania tortur.

W przypadku potwierdzenia zeznań, co w praktyce zdarzało się w każdym przypadku, było to wystarczającą podstawą do skazania oskarżonego. Kara była tylko jedna – śmierć. Rozróżniano jednak kilka rodzajów kary śmierci:
1) karę śmierci zwykłą (przez ścięcie lub powieszenie), oraz
2) karę śmierci kwalifikowanej (zakopanie żywcem, utopienie, ćwiartowanie, spalenie, łamanie kołem i wplątanie w koło, wbicie na pal etc.).

Oprócz tego stosowano szereg kar okaleczających jak ucięcie dłoni, uszu, palców, darcie pasów, wykłucie oczu oraz kary dodatkowe jak np. szarpanie przestępcy rozpalonymi kleszczami etc.). Jednak w przeważającej ilości przypadków zbójników skazywano na karę śmierci kwalifikowanej. W zestawieniu rodzajów kar, zawartych w Aktach spraw złoczyńców miasta Żywca można rozróżnić pięć rodzajów kar, stosowanych wobec zbójników:

1. Śmierć w czasie tortur przy przesłuchaniu. Zdarzała się nadzwyczaj rzadko (źródła wspominają jedynie o dwóch takich przypadkach). W zasadzie należy ją traktować jako wybawienie zbójnika od o wiele cięższych mąk wynikających ze śmiercią kwalifikowaną.
2. Kary okaleczające. Stosowana również niezwykle rzadko (w źródłach wymienia się jedynie 8 przypadków takiej kary). Kara ta polegała na obcięciu skazańcowi lewej nogi, prawej ręki i wypaleniu na czole rozżarzonym żelazem znaku szubienicy na czole. Ucięte nogi i ręce kat przybijał do pręgierza.
3. w 77 przypadkach dokumenty nie wymieniają, na jaką karę zbójnik został skazany. Jednak należy przypuszczać, że była to kara śmierci kwalifikowanej – najczęściej ćwiartowanie.
4. Ścięcie lub powieszenie. Stosowano je przeważnie za kradzieże, nie za rabunki. W przypadku zbójników karę tą stosowano wyjątkowo rzadko, ten rodzaj śmierci był wyznaczany dla zbójników wyjątkowo, jako śmierć w drodze łaski. W tej grupie śmierć poprzez ścięcie była śmiercią uważaną za bardziej szlachetną, stosowaną w zasadzie głównie dla szlachty, dla plebsu w drodze łaski i wyjątku. Wprawdzie powieszenie było mniej bolesne dla skazanego, jednak dalece bardziej haniebne.
5. Kara śmierci kwalifikowanej. Trudno tutaj rozróżnić, która z nich była łagodniejsza a która surowsza. Za najłagodniejsze, czyli sprawiające najmniej cierpienia dla oskarżonego, uważać można ścięcie i ćwiartowanie, ścięcie i łamanie kołem, ścięcie i spalenie. Ćwiartowanie, łamanie kołem czy spalenie po uprzednim ścięciu skazańcowi głowy toporem katowskim, miało raczej znaczenie symboliczne. Podkreślało jedynie haniebność przestępstwa.

Pozostałe rodzaje śmierci kwalifikowanej są mogą jedynie konkurować między sobą o palmę pierwszeństwa w poziomie okrucieństwa. Pierwsza z nich to ćwiartowanie, czyli rozrąbywanie skazańca na cztery części. Kat po prostu rozrąbywał toporem delikwenta, na końcu obcinał mu głowę którą zatykał na palu, natomiast rozrąbane ciało wieszał na szubienicy, czyli „justycji” bądź przybijał do pręgieża ku przestrodze przechodniów.

Wiele bardziej okrutną była kara łamania kołem. Polegała ona na tym, że kat kładł skazańca na klocach drzewa, przywiązywał mu do nich ręce i nogi, następnie brał koło z ostrą krawędzią i uderzając nim po kościach gruchotał nieszczęśnikowi całe ciało. Rozróżniano łamanie kołem od dołu i od góry. Ten drugi sposób był wiele lżejszy, bowiem skazaniec uderzony kołem w głowę zazwyczaj tracił przytomność.

Kara łamania kołem była najczęściej powiązana z karą wplecenia w koło. Po połamaniu kołem pogruchotanego skazańca kat wplatał pomiędzy szprychy koła umocowanego równolegle do ziemi na wysokim palu. Wplatanie było możliwe dzięki temu, że pogruchotane kości delikwenta pozwalały dowolnie wyginać ciało..

Wobec zbójników dosyć często stosowano karę wbicia na pal. Zaostrzony pal kat wbijał skazańcowi między nogi, później pal wtykano do ziemi gdzie skazaniec własnym ciężarem nadziewał się głębiej na niego. Śmierć następowała po dłuższym czasie i pośród strasznych męczarni. Kara wbicia na pal, na równi z karą wplecenia w koło była przez swe okrucieństwo rezerwowana wyłącznie dla na bardziej „zasłużonych” złoczyńców, zwykłych zbójników najczęściej ścinano i ćwiartowano albo ćwiartowano żywcem. Jednak hetmanów, przywódców, ale także „namowców”, recydywistów i zbójników którym udowodniono udział w dużej liczbie napadów traktowano z pełną surowością prawa magdeburskiego. Na pal wbito np. Pawła Portasza, brata słynnego hetmana Martyna Portasza oraz Jana Gierczugę, dziesiętnika w tym towarzystwie.

Jednak najwybitniejszych hetmanów, takich jak np wspomniany już Martyn Portasz czy też najsłynniejszy hetman zbójnicki Juraj Jánošík, wieszano żywcem na haku wbitym do szubienicy. Ten sposób egzekucji uchodził wśród zbójników za najbardziej zaszczytny, „honorny” spotykał bowiem wyłącznie najsłynniejszych i najgroźniejszych harnasi i hetmanów zbójnickich. Dla przykładu Martynowi Portaszowi „naprzód mu pasy dwa na plecach udarto i dwie ręce ucięto, a na ostatku żywo na haku jako hetmana powieszono” ( A. Komoniecki, Chronografia albo Dziejopis Żywiecki).

Stosunkowo rzadko stosowaną karą, choć równie okrutną, była śmierć poprzez wytaczanie skazańcowi jelit przez wodzenie go dookoła słupa. Kat wycinał delikwentowi pępek i koniec jelita, przybijał je do pala wokół którego wodzono skazańca tak, że jelita nawijały się na pal. Na końcu kat ścinał nieszczęśnikowi głowę toporem. Karę tą stosowano za rabunki i napady, ale zwłaszcza za „łupanie” pszczół, tj wybieranie miodu z cudzych barci. Była to wyjątkowo krwawa i okrutna śmierć. W dziele pt. „Chronografia albo Dziejopis Żywiecki A. Komonieckiego zachowała się relacja z takiej egzekucji: „Tegoż roku dnia 7 listopada Jakub Huba z Skawy zginął przez sąd miejski żywiecki tu w Żywcu o różne występki i rabunki, a zwłaszcza że dwie żony miał i pszczoły łupał z towarzystwem swoim, za co przed Sąd Boży poszedł, będąc osądzony, aby był koło słupa wodzony, a wytoczone jelita z niego były. Co się tak stało, potym był ścięty”. Kronikarz pisze, że kaźń wywołała w mieszkańcach miasta zgrozę oraz że (…) „takiej egzekucjej strasznej w Żywcu jeszcze nigdy nie było”. 

Wspomniane kary śmierci kwalifikowanej były najczęściej łączone z karami okaleczającymi, jak obcięcie jednej albo obydwu dłoni, darcie pasów, ucięcie nogi, uszy, etc. Ucięte części ciała kat przybijał do pręgierza.

Egzekucje zbójników, jak wszystkie zresztą egzekucje, odbywały się publicznie. Każda egzekucja była wcześniej odpowiednio nagłaśniana, dlatego każdorazowo ściągały na nią tłumy żądnej widoku krwi miejskiej gawiedzi. Na egzekucje największych zbójników, np. braci Martyna i Pawła Portaszów, ściągnęło z dalekich stron ponad dwa tysiące osób, chcących na własne oczy zobaczyć słynnego harnasia i jego mękę. Pomimo faktu, że były to koszmarne i odrażające widowiska zawsze cieszyły się popularnością wśród ludu.

Wyjątkowo brutalne traktowanie pojmanych zbójników miało na celu odstraszenie ludności od parania się tym procederem. Pomimo przerażającego sposobu uśmiercania zbójników nie odnosiły one zamierzonego skutku, nigdy bowiem nie brakowało chętnych do dołączenia do towarzystw.

Zbójnictwo w Ochotnicy

Hetman zbójnicki - stary obrazek na szkle z regionu Ochotnicy

Ochotnica stała się już w XVI wieku ważnym miejscem dla działalności zbójnickiej. Zbójnictwu sprzyjało położenie wsi w trudno dostępnym górskim terenie we wciąż jeszcze dzikich Gorcach, rozległe lasy poprzecinane polanami z szałasami i kolibami pasterskimi oraz przede wszystkim powszechna sympatia ludności dla zbójników. Dzięki temu zbójnicy czuli się tutaj bezpiecznie zaś Ochotnica stała się stałym miejscem schronienia dla zbójników zarówno na leże zimowe, jak i doraźnie, kiedy trzeba było znaleźć spokojne miejsce by przeczekać obławę po udanym napadzie. Zresztą sami Ochotniczanie licznie zasilali szeregi towarzystw zbójnickich.

Ze źródeł archiwalnych (kroniki miejskie takich miast jak np. Muszyna, Żywiec czy Nowy Sącz prowadziły zapiski z procesów złoczyńców) wiadomo, że już pod koniec XVI wieku niejaki Kląb z Ochotnicy oraz Bródka z Tylmanowej wchodzili w skład grupy Wasyla z Łabowej. Na początku XVII wieku zbójnik Balcer, syn sołtysa Macieja Ochotnickiego, brał udział w napadzie na zamożnego chłopa we wsi Stopnica. Około 1620 r. w dużym (ok. 50 osób) towarzystwie Grzegorza Kępy z Zagórskiej Woli przebywali bracia Chlipawczyki (synowie wójta ochotnickiego) oraz Błażej Janczura i Marcin Rusnak – wszyscy z Ochotnicy. W latach 1626 i 1629 w napadach zbójnickich na szlachcica T. Jaklińskiego z Siekierczyzny uczestniczył sołtys ochotnicki Foltyn wraz z ochotniczaninem Janczurą.

Szczególnie potoczyły się losy zbójnika Andrzeja Sawki z Ochotnicy. Najpierw został w 1651 roku ocalony od egzekucji przez Kostkę Napierskiego ocalony od szubienicy w Nowym Targu, zaś później amnestię zapewnił mu udział w walkach przeciwko Szwedom. Dzięki temu  mógł się pochwalić jednym z najdłuższych stażów wśród zbójników. Fedor Sieńczak zeznawał w 1654 roku, że zanim trafił w ręce kata „zbijał” 16 lat. Było to naprawdę wyjątkowym wynikiem, bowiem nowicjuszy najczęściej łapano po jednym napadzie. Doświadczeni zbójnicy, chodzący na zbój przez kilka lat mogli się pochwalić naprawdę sporą liczbą napadów – np słynny zbójnik Jerzy Proćpak wedle słów pieśni „sześćdziesiąt śtyry razy rabunków uczynił” zaś Bulka z jego towarzystwa miał się przyznał się do 95 rabunków.

Janosikowa frajerecka - stary obrazek na szkle z Ochotnicy

Silnym ośrodkiem zbójnictwa stała się Ochotnica dopiero w XVIII wieku, głównie za sprawą działalności najsłynniejszego gorczańskiego zbójnika Józefa Baczyńskiego. Działał on w różnych częściach Beskidów, hetmanił różnym towarzystwom zbójnickim, jednak na leże zimowe oraz jako miejsce schronienia zawsze wybierał Ochotnicę. W Ochotnicy również odpoczywał i bawił się po napadach aż do czasu schwytania go i stracenia w 1736 r. na zamku w Lanckoronie. Baczyński na zeznaniach złożonych po schwytaniu wspomina, że gdy przyszedł wraz z innymi zbójnikami do Ochotnicy „w święty Jakub w nocy, gdzie żona moja tam była  tameśmy się bawili (…) każdy w inszej chałupie, niedziel siedem. Potem ja z żoną moją poszedłem na Spisz (…), inni zaś jedni w Ochotnicy zostali, a drudzy na Węgry (…) poszli”. Członkami  towarzystwa Baczyńskiego bywali również ochotniczanie jak np. Jakub Janczura, schwytany i stracony na Orawie.

Ochotnica była idealnym schronieniem dla zbójników. Położenie w trudnodostępnym terenie oraz przychylność ludności sprawiały, że niejedno towarzystwo mogło tu liczyć na odpoczynek, zabawę po napadzie ale i skuteczne zgubienie pościgu w razie konieczności. Z czasem jednak Ochotnica przestała być bezpiecznym schronieniem dla zbójników. Harnicy żywieccy zaczęli wyprawiać się do Ochotnicy by organizować obławy na zbójników, np za czasów Baczyńskiego na terenie Ochotnicy schwytano i zabrano „na Żywiec” zbójnika Wojciech Niźnika.

Warto zastanowić się nad popularnością zbójników oraz powszechną sympatią jaką cieszyli się wśród mieszkańców Ochotnicy. Po części wynikał ono z tradycyjnego oporu mieszkańców Ochotnicy z nadużywaniem władzy przez Panów (zwłaszcza starostów czorsztyńskich), jednakże nie bez znaczenia musiał być też żywioł wołoski, wciąż silny w Ochotnicy. Nomadyzm i nieskrępowana wolność ludności wołoskiej były wciąż jeszcze świeże, dlatego też wszelka zwierzchność i odgórna władza, nawet w umiarkowanym wydaniu, budziły niechęć. Stąd tak liczne wystąpienia mieszkańców Ochotnicy przeciwko kolejnym starostom czorsztyńskim oraz upór wobec władzy zwierzchniej, widoczny zresztą po dziś. Dążenie do ograniczania praw chłopów przez feudałów głęboko kłóciło się z wołoską swobodą, dlatego też wystąpienia w wsiach o silnym pierwiastku wołoskim były wyjątkowo silne. Ponadto nie można też wykluczyć, że sympatię wśród ochotniczan dla zbójnictwa dodatkowo wzmagał jakiś rodzaj dyskryminacji na tle wyznaniowym i narodowościowym, wynikający z prawosławnego wyznania Wołochów oraz odmiennego od słowiańskiego genotypu. Być może niscy, śniadzi a do tego prawosławni Wołosi byli traktowani bardziej pogardliwie niż inni chłopi, co nasilało poczucie krzywdy i napędzało nienawiść.

Zbójnicy, występujący w roli burzycieli narzuconego porządku oraz władzy musieli wiec budzić sympatię, byli kimś z kim się chętnie w Ochotnicy utożsamiano – związek ruchu zbójnickiego z wystąpieniami chłopów jest tutaj bardzo widoczny. Najprawdopodobniej byli zbójnicy kimś w rodzaju bohaterów ludowych, którzy wprawdzie stali na przegranej pozycji (bo przecież w przeważającej większości byli zbójnicy pojmani i okrutny sposób straceni), ale należeli do elity niepokornych, którzy mieli odwagę rzucić wyzwanie systemowi.

Pamięć o zbójnikach do dziś trwa w opowiadaniach i przekazach mieszkańców Ochotnicy. Jest też widoczna w mentalności mieszkańców. Powszechne poparcie i sympatię dla partyzantów, zarówno AK-owskich w czasie II wojny, jak i antykomunistycznych po jej zakończeniu, można utożsamiać z poparciem dla zbójników w XVI-XVIII wieku. Analogia obu tych sytuacji oraz przyczyn ich powstania jest bardzo wyraźna. Nieposkromiony charakter ochotnickich górali nie jest zresztą czymś przeszłym. Wiadomo na przykład, że na początku lat 80-tych XX wieku część mieszkańców przygotowywała w górach obóz, na wzór partyzanckich obozów akowskich i powojennej partyzantki, zaś w 1981 roku, po ogłoszeniu stanu wojennego niektórzy mieszkańcy wspominają, że „wzieni my co fto mioł i posli my na koliby”, przygotowując się do… regularnej walki partyzanckiej w przypadku wkroczenia wojsk sowieckich.

W Ochotnicy do dziś zachowały się opowieści związane za zbójnikami. Jedna z nich dotyczy chromego skrzypka, mającego problem z nogami. Zbójnicy zabrali go z rodzinnego domu do swojego towarzystwa by bawił ich grą na skrzypcach. Po kilku latach nieobecności, gdy stan jego się już na tyle pogorszył że nie był w stanie samodzielnie chodzić, pewnego wieczora zbójnicy odnieśli go pod rodzinny dom i zostawili.

Rodzina zabrała go do domu, gdzie żył jeszcze przez jakiś czas, aż pewnego dnia, gdy już nie był w stanie utrzymać skrzypiec w dłoni położył je na stole, po czym wziął nóż którym zakreślił na podłodze okręg wokół łoża. Podobno gdy umierał, leżące na stole obok łoża skrzypce wibrowały i drżały – takie zjawiska mogą świadczyć o obecności złego ducha..

 

Spinka koszuli - tzw. 'zbójnicka'

opracował Wojciech Mulet na podstawie:
„Zbójnictwo góralskie” Władysław Ochman; Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza Warszawa 1950;
„Ochotnica 1416-1986. Dzieje gorczańskiej wsi.” Stanisław Czajka;