Zbigniew Faix Dąbrowski – „Bohun”
Żołnierz 1. Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej.

Major Józef Chlipała – „Lubański” (1907-1944)

Józef Chlipała w przedwojennym mundurze kapitana Wojska Polskiego

Jedyny oficer międzywojennego WP pochodzący z Ochotnicy

Józef Chlipała, pseudonim „Lubański”, major Wojska Polskiego, urodził się w 1907 r. w Ochotnicy Dolnej, poległ w starciu z funkcjonariuszami gestapo w Warszawie 22 maja 1944 r. Życiową drogę jego życia wyznacza szlak: Ochotnica Dolna, Nowy Targ, Kraków, Podchorążówka w Ostrowii Mazowieckiej, Sandomierz – 2. Pułk Piechoty Legionów, Warszawska Brygada Motorowa, kampania wrześniowa, ucieczka przez Węgry do Francji, służba w 1 Dywizji Grenadierów Polskich i kampania francuska, Szwajcaria, obóz jeniecki, ucieczka do okupowanej Polski, Warszawa – służba w Armii Krajowej, w pułku „Baszta”, śmierć od kul niemieckich.

Góralski oficer
Józef Chlipała urodził się 12 lutego 1907 roku w Ochotnicy jako syn zamożnego gazdy Jana Kantego Chlipały z Podbrzyzka i Katarzyny Rungier. Po ukończeniu miejscowej szkoły podstawowej powszechnej uczęszczał do nowotarskiego gimnazjum, gdzie uzyskał maturę w 1927 roku. Odbył następnie jeden rok studiów prawniczych na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie i po trzyletniej Oficerskiej Szkole Piechoty w Ostrowii Mazowieckiej (Komorowie) uzyskał w 1931 roku promocję na oficera.

Został przydzielony do 2 Pułku Piechoty Legionów w Sandomierzu, w roku 1933 awansował na porucznika, a następnie w 1937 roku uzyskał stopień kapitana. W pułku tym był dowódcą kampanii i według opinii kolegów – oficerów Franciszka Baumgarta, Mieczysława Osuchowskiego i innych, był gorącym patriotą, wzorem człowieka i oficera i z tego wzoru inni młodzi oficerowie w pułku czerpali dla siebie cenne wskazówki.

Józef Chlipała zdążył jeszcze odwiedzić Ochotnicę na początku wakacji 1939 roku, kiedy na krótko przyjechał tu by spotkać się z rodziną. Był już wówczas w randze kapitana. Spośród osób wojskowych był jedynym oficerem, którego przed wojną 1939 roku wydała biedna góralska wieś i stąd zawsze taka wizyta była bardzo atrakcyjna dla znajomej młodzieży i sąsiadów. Oczywiście nieustającym tematem rozmów w tym czasie były pełne emocji sprawy polityczne, zagrożenie wojną i dyskusje jak działać i jak bronić Ojczyzny. Rozmowa z kapitanem o tych sprawach, człowiekiem światłym i patriotą, wlewały nieco otuchy, w zatroskane serca górali. W niedalekim sąsiedztwie przecież, nad granicą słowacko-polską, stały uzbrojone po zęby hitlerowski dywizje.

Polski wrzesień
Z początkiem 1939 roku kpt. Józef Chlipała opuścił pułk sandomierski i zgodnie ze swoimi zainteresowaniami został przydzielony do tworzącej się Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej, płk Stefana Roweckiego (późniejszego generała „Grota”), gdzie w składzie I pułku strzelców pieszych – pułku zmotoryzowanym – był dowódcą kompanii ciężkich karabinów maszynowych (i broni towarzyszącej – przyp. W. Mulet). W jednostce tej odbył kampanię wrześniową 1939 roku, brał udział we wszystkich walkach na szlaku bojowym Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej.

W rejonie Tomaszowa Lubelskiego kpt. Chlipała dostał się do niewoli niemieckiej. Niemcy przygnali jeńców do Łańcuta, gdzie zgromadzili ich w parku pałacowym dokonując stopniowo ich segregacji. Kap. Chlipała wykorzystał nieuwagę wartownika i uciekł pewnej nocy przez załataną wyrwę w ogrodzeniu murowanym, powstałą od wybuchu bomby. W ślad za nim podążyło również kilku jego żołnierzy. Przeważnie pieszo, nocami, wykorzystując odludne szlaki dostał się w rejon Nowego Sącza, skąd dotarł na rodzinne Podhale.

Ukrywał się u swoich teściów i żony w Nowym Targu przy ulicy Waksmundzkiej 7. Żona korzystając ze swego kanału przerzutowego załatwiła przerzut męża i towarzyszących mu żołnierzy z Nowego Targu poprzez Gronik na stronę słowacką. Działały już tam trasy zorganizowane – w umówionym miejscu czekała taksówka, którą przez Koszyce dotarł kpt. Chlipała w pobliże granicy węgierskiej. Był zdecydowany na wszystko, działał bardzo spokojnie i bezbłędnie. Po przekroczeniu granicy w nocy, wczesnym rannym pociągiem przyjechał do Budapesztu, gdzie niezwłocznie zameldował się w polskiej ambasadzie.

Kpt. Józef Chlipała - przedwojenne zdjęcie ze zbiorów P. Anny Cwynar

Francja
Organizująca się Armia Polska we Francji potrzebowała bardzo lotników, pancerniaków i żołnierzy służb technicznych, zmechanizowanych, stąd kpt. Chlipała w krótkim czasie uzyskał dokumenty potrzebne na oficjalny przejazd koleją przez Austrię do Francji. Niestety, w Budapeszcie zupełnie przypadkowo został aresztowany i odstawiony do obozu internowanych polskich oficerów nad rzeką Ipola w pobliżu Dunaju. W czwartym dniu w nocy ucieka z obozu do Jugosławii, skąd przez północne Włochy dociera w listopadzie 1939 roku do Francji w rejon Marsylii. Był wreszcie na upragnionej ziemi francuskiej. Ale i tu – już na wstępie – pierwsze rozczarowanie. W punkcie zbornym Polaków, łzy mu w oczach stanęły z żalu i zawodu, gdy ujrzał ustawione w kozłach stare karabiny typu Lebela, jeszcze z okresu pierwszej wojny światowej. Znał dobrze z kampanii wrześniowej w Polsce przytłaczającą potęgę uzbrojenia Niemców. Wkrótce z południowej Francji wyjechał do Bretanii, gdzie z Coetquidan (złośliwie nazywany przez Polaków „koczkodanem”) organizowała się 1 dywizja piechoty Armii Polskiej we Francji. Kpt. Józef Chlipała został mianowany dowódcą 1 kampanii karabinów maszynowych w 3 pułku piechoty. Pod koniec kwietnia 1940 roku nastąpił wyjazd w kierunku frontu do Lotaryngii. Tam w dniu 3 maja odbyła się przysięga i defilada 1 dywizji w obecności prezydenta RP Władysława Raczkiewicza i generała Władysława Sikorskiego. Nastąpiło przemianowanie dywizji na 1 Dywizję Grenadierów Polskich a 3 pułk piechoty zyskał miano 3 Pułku Grenadierów Śląskich.

Jednym z podkomendnych kpt. Józefa Chlipały był dowódca 4 plutonu karabinów maszynowych ppor. Ryszard Nuszkiewicz późniejszy cichociemny ps. „Powolny”, skoczek spadochronowy do Polski, oficer krakowskiego „Kedywu” i następnie autor znanej książki „Uparci”.

W pierwszych dniach czerwca 1940 roku 1 DGP znalazł się na bezpośrednim zapleczu Linii Maginota i od połowy miesiąca 3 pułk toczył zaciekłe i krwawe walki z nacierającymi Niemcami. Kpt. Chlipała ze swoją 1 kompanią znajdował się w ciągłej walce. Walczył w rejonach Sarre – Union, na linii Dieuze – Azoudange, w obronie kanału Marna – Ren, na linii obrony w rejonie Baccarat. Za osobistą odwagę w walce, w której nieprzyjaciel został odznaczony w dniu 18 czerwca 1940 roku francuskim orderem Croix de Guerre z brązową gwiazdą. Za całość działalności bojowej na froncie polskim i francuskim otrzymał czterokrotnie Krzyż Waleczny.

W przemówieniu dowódcy 1 DGP gen. bryg. Bronisława Ducha kpt. Chlipała został szczególnie wyróżniony za męstwo, waleczność i branie do niewoli oddziałów niemieckich chwytanych w zasadzkach.

Po ostatnich walkach w dniach 20 i 21 czerwca 1940 roku, obronie Merviller i Roan-l «Etape, po odczytaniu słynnego rozkazu „4444″ dowódca 1 DGP gen. Ducha o rozproszeniu dywizji, oficerowie 1 kompanii kaemów kpt. Chlipały, z punktu zbornego w sain – die« przeznaczonego do kapitulacji, rozeszli się, nie przechodząc do niewoli niemieckiej. Kapitan Józef Chlipała i por. Stefan Adamowicz postanowili przedostać się do Szwajcarii, a ppor. Ryszard Nuszkiewicz i por. Wojciech Sekuła wybrali drogę do Wielkiej Brytanii przez Hiszpanię.

Zwichnięte skrzydła
Po 12 dniach tułaczki kpt. Chlipała znalazł, się w pobliżu granicy szwajcarskiej. Wyczerpany i chory zwrócił się o pomoc do pracującej w polu samotnej pary ludzi. Zaprosili go do nędznej chaty gdzie dodatkowymi mieszkańcami byli pies, koza j kury. Gospodarzem był emerytowany górnik pochodzenia niemieckiego.

Kapitan zawierzył tym ludziom, nakarmiony do syta spał w sionce chaty. Zbudzony rewolucją żołądkową, zaniepokojony nieobecnością gospodarzy, szybko zbierał się do opuszczenia domu. Nie zdążył – dom był już otoczony przez Niemców przybyłych z psami. Uciekinier został aresztowany i odstawiony do obozu jenieckiego w pobliżu Norymbergii. Po pewnym czasie kpt. Chlipała uzyskał przeniesienie do Oflagu XVII A w Edelbach w Austrii, gdzie przebywało 150 oficerów i około 4500 oficerów francuskich. Niemcy potraktowali Polaków z kampanii francuskiej jak tak zwanych „Westpolen” i nie zesłali ich do Oflagów, w których przebywali oficerowie polscy z kampanii wrześniowej 1939 roku.

W obozie jenieckim w Edelbach kpt. Józef Chlipała spędził trzy lata. Od kwietnia do września 1943 roku członkowie obozowego ruchu oporu, oficerowie francuscy i polscy przygotowali podkop, który w momencie ukończenia miał ponad sto metrów długości. Masowa, dobrze zorganizowana ucieczka oficerów trwałą przez trzy dni tj. od niedzieli 19 do wtorku 21 września 1943 roku, i wzięło w niej udział ponad stu jeńców, w tym trzech Polaków. Byli to kpt. Józef Chlipała, por. Kosiński i ppor. Karol Zając, znany przed wojną zawodnik narciarski. Niemcy szaleli, wyłapali większość francuskich zbiegów. Polscy uciekinierzy kierowali się przez Węgry do Kraju. Trzeciej nocy od ucieczki został złapany ppor. Zając, natomiast Chlipale i Kosińskiemu udało się do-stać do Polski.

Z powrotem w kraju
Z końcem września 1943 roku kpt. Józef Chlipała wraz z por. Kosińskim ponownie znaleźli się na Podhalu, przechodząc granicę w rejonie Cisowej Skały, skąd przeszli do Gronkowa do swoich krewnych. Stamtąd zostali nocą przeprowadzeni przez Marię Suską, matkę żony kapitana Katarzyny, do Nowego Targu. Żona kapitana Chlipały i jej rodzina w Nowym Targu byli represjonowani przez okupanta (rewizje i aresztowania), który słusznie podejrzewał, że mają oni kontakt ze zbiegłym jeńcem wojennym z Edelbach, jednym z niewielu, którym ucieczka w pełni się powiodła. Z tego też powodu żona kapitana umieściła ich u swoich przyjaciół – pani Władysławy Panczakiewiczowej (żony majora W.P., który zginął w Starobielsku), a następnie w willi żony kapitana Zachuty (przebywał wówczas w Edelbach) na Kowańcu. Dzięki pomocy sióstr zakonnych z Ochronki w Nowym Targu, tj. Siostry Assunty i Przemysławy, kapitan miał możliwość zobaczenia się kilkakrotnie ze swoimi małymi dziećmi Wiesławem, Danusią i Basią. Spotykał się również z bratem Franciszkiem Chlipałą, ówczesnym sekretarzem gminy Ochotnica i aktywnym członkiem Ruchu Oporu oraz bratem Janem, który przywiózł jabłka do Ochronki na Kowańcu. Na terenie Nowego Targu kapitan przebywał około trzy tygodnie i w tym czasie załatwiono mu tzw. „lewe” dokumenty. W październiku 1943 roku wyjechał do Krakowa, gdzie włączony już w nurt organizacyjny Ruchu Oporu zatrzymał się na krótko przy ulicy Sławkowskiego w mieszkaniu majora Kochnowskiego, skąd przybył do Warszawy. W Warszawie kpt. Józef Chlipała przyjmując pseudonim „Lubański” zgłosił się razem z por. „Zatarskim” (był to por. Kosiński) do ppłk. „Wolańskiego” (Jana Garazdowskiego) szefa personalnego Komendy Głównej Armii Krajowej. Został skierowany do pułku „Baszta”, w którym rozkazem KG AK z dnia 12 stycznia 1944 roku został mianowany dowódcą 3 batalionu „K” (Karpaty), poprzednie kryptonimy „Jastrząb”, „Gniew”, „C-5”. Porucznik „Zatorski” objął dowództwo kompanii „KI” wchodzącej w skład batalionu „K”. Obaj zostali od razu wciągnięci w wir pracy konspiracyjnej, szkoleniowej. Obaj byli oficerami, którzy swoją obowiązkowością i oddaniem sprawie Ojczyzny zasłużyli na głęboki szacunek wszystkich swoich podkomendnych.

Nie dał się wziąć żywcem
W końcu marca 1944 roku kpt. „Lubański” dostał rozkaz zorganizowania transportu paczek z materiałami wybuchowymi pochodzącymi ze zrzutu lotniczych, były tam spłonki, detonatory, lonty, miny plastikowe i trotyl. W czasie przenoszenia paczek żołnierze ruchu oporu natknęli się niespodziewanie przy ulicy Hożej 5 na wychodzący z restauracji niemiecki patrol. Por. „Zatorski” został przy rewizji aresztowany a pchor. „Pocisk” (Henryk Katra) oraz kpt. „Lubański” wydostali się z opresji cało.

W dniu 20 maja 1944 roku kpt. „Lubański” znajdował się w lokalu konspiracyjnym przy ulicy Koszykowej, w mieszkaniu „Nelli” (Walerii Bartoszewskiej), łączniczki dowódcy batalionu „K”. Do mieszkania niespodziewanie wtargnęli gestapowcy i w chwili, gdy kpt. „Lubański” zerwał się w ich kierunku, został przeszyty serią z automatu. Nie dał się wziąć żywcem, wolał bohaterską śmierć, od kuli. Razem z nim zginął na tej kwaterze ojciec „Nelli”. W zamieszaniu udało się „Nelli” uciec przez balkon, przeszła później do partyzantki poza Warszawą i tam zginęła. Pozostałe osoby zostały z mieszkania zabrane przez gestapo.

Nie wiadomo, czy nakrycie kpt. „Lubańskiego”, dowódcy batalionu „K” w mieszkaniu jego łączniczki były tylko dziełem przypadku, czy też wiązało się w jakikolwiek sposób z tym, co mogło gestapo znaleźć przy za-trzymanym por. „Zatarskim”, po którym, z chwilą jego aresztowania, ślad wszelki zaginął. Niemniej, płk, Zygmunt Kosior w swoim opracowaniu w WPH w 1961 roku podaje, że por. Kosiński schwytany podczas przenoszenia broni, został publicznie stracony przez Niemców w Warszawie w lipcu 1944 roku. Czy to była ta sama osoba?

Grób Majora Chlipały na warszawskich Powązkach - ze zbiorów P. Anny Cwynar

Pamiętamy
Kapitan Józef Chlipała ps. „Lubański” został pośmiertnie awansowany do stopnia majora i pochowany na starym Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Pozostał na trwale w pamięci tych, którzy Go znali, jako szlachetny człowiek i wspaniały kolega, świetny oficer, dzielny żołnierz i gorący patriota.

W Liceum Ogólnokształcącym im. S. Goszczyńskiego w Nowym Targu na tablicy pamiątkowej poległych profesorów, wychowawców i uczniów znajduje się nazwisko Józefa Chlipały.

W pięknych urzekających Gorcach, w górach, które tak bardzo ukochał, u podnóża (Lubania – przyp. W. Mulet), od którego (przyjął – przyp. W. M.) pseudonim konspiracyjny, w rodzinnej wsi Ochotnica, osoba majora Józefa Chlipały, żołnierza kampanii wrześniowej 1939 roku, Armii Polskiej we Francji, więźnia hitlerowskich Oflagów, żołnierza Armii Krajowej w okupowanej Ojczyźnie, winna pozostać godną uczczenia i trwałej pamięci.

Zbigniew Faix Dąbrowski – „Bohun”
Zamieszczono dzieki uprzejmości Pani Anny Cwynar