Przemiany w ochotnickim krajobrazie

Wstęp

Ochotnica to miejsce wyjątkowe. Jestem z nią związany od ponad 15 lat i żywo interesuję się jej historią i kulturą a dobro jej leży mi na sercu. Kiedyś powiedziano o mnie, że jestem „przyjezdny, ale swój”. I z takiej właśnie perspektywy patrzę na Ochotnicę – z jednej strony jako „przyjezdny” – jestem przecież osobą z zewnątrz, zatem widzę Ochotnicę podobnie jak widzą ją turyści i letnicy. Z drugiej jednak strony jestem w jakiś sposób „swój” – czuję się mocno związany z tym miejscem, przez co dostrzegam sprawy i problemy, na które zwykli przyjezdni nie zwracają uwagi bądź które po prostu ich nie interesują.

Niniejszy artykuł ma za zadanie jedynie zasygnalizowanie problemu, należy jednak wyraźnie podkreślić, że w żadnym stopniu nie wyczerpuje poruszanej tematyki. Moim celem jest zwrócenie uwagi na zachodzące obecnie zmiany w tradycyjnym krajobrazie i budownictwie ochotnickim, przez które wieś coraz bardziej zatraca swój regionalny, góralski charakter. Tymczasem architektura regionalna jest jednym z wyznaczników lokalnej tożsamości a jest dla mnie niezmiernie ważne, by ta tożsamość przetrwała i była pielęgnowana oraz rozwijana przez przyszłe pokolenia Ochotniczan.


Krajobraz i styl mają wartość

Nie od dziś wiadomo, że miejsca piękne są dla ludzi cenne. Pojęcie „piękny widok” już na dobre zagościło w ofertach hoteli, sprzedawców nieruchomości czy pensjonatów, co oznacza, że dawno już zauważono, iż piękny krajobraz i widoki posiadają wartość dającą się wyrazić w pieniądzu.

Przeglądając internetowe oferty pensjonatów w Ochotnicy zauważa się, że wszystkie kuszą potencjalnych gości takimi zaletami, jak położenie w sercu Gorców, bogatą kulturą gorczańskich górali oraz właśnie górskim otoczeniem i pięknymi krajobrazami. Niestety można odnieść wrażenie, że informacje te podawane są przez właścicieli zupełnie automatycznie, bez głębszego zastanawiania się nad ich sensem.

Co oznacza bowiem pojęcie „piękny krajobraz” ? Krajobrazu nie można utożsamiać jedynie z pięknem przyrody. Dzikich, w żaden sposób niezakłóconych działalnością człowieka krajobrazów pozostało już w Gorcach bardzo niewiele, i to wyłącznie w odludnych zakątkach Parku Narodowego. Bytowanie człowieka siłą rzeczy prowadzi do przekształcenia krajobrazu. Działalność ta może pozytywnie wpływać na krajobraz i dodatkowo go upiększać. Jednak równie dobrze taka działalność może krajobraz nieodwracalnie zniszczyć. Oczywistym jest, że sami jesteśmy odpowiedzialni za to, czy nasza działalność przebiegać będzie w poszanowaniu i w harmonii z otoczeniem, czy też będzie to nasze otoczenie oszpecać.

Nie można też zapominać, że krajobraz ma ogromne znaczenie kulturotwórcze – w końcu góry ze swoją niedostępnością, ostrym klimatem i charakterystyczną przyrodą leżą u podstaw całej kultury góralskiej. Przyroda wywierała znaczny wpływ również na budownictwo. Forma i kształt tradycyjnych góralskich domów jest wynikiem wielowiekowych doświadczeń i poszukiwania najlepszych możliwych sposobów dostosowania się do surowych warunków przyrodniczych (np. orientowanie domów góralskich frontem do południa, charakterystycznie załamane dachy i wiele innych). Wszystko to było potrzebne i dogłębnie przemyślane. O przypadku nie mogło być mowy.

W przyrodzie również poszukiwano inspiracji, a zaczerpnięte z niej motywy roślinne (np. dziewięćsiły) i wyobrażenia zwierząt na stale weszły do kanonu sztuki góralskiej. W efekcie powstał sposób budowania, góralski styl, który nie tylko sprawdzał się w praktyce, ale również współgrał z krajobrazem, wzbogacał go i upiększał. Styl ten stał się jednym z głównych wyrazów lokalnej tożsamości na Podhalu. To on bowiem nadawał wyraz ludzkim osadom oraz świadczył o charakterze, poczuciu estetyki i zamożności ich mieszkańców. Styl jest bowiem manifestem tego, kim się jest i skąd się pochodzi.

Ludzie od zawsze dbali o wygląd swych domostw. Tradycyjne budownictwo góralskie jest tu przykładem wybitnym – wypracowało przez wieki niepowtarzalny charakter i piękno, znane i podziwiane w całej Polsce. Jest coś takiego w starych, góralskich domach, że patrząc na nie, na ich otoczenie, kształty i formę obserwator odczuwa przyjemność. Wszystko jest tu bowiem na swoim miejscu, pasuje i współgra ze sobą, a zdobiony góralski dom wraz a towarzyszącymi mu budynkami jest niejako naturalnym przedłużeniem krajobrazu.

Niestety obecnie prastara tradycja nie jest już kultywowana. Tradycyjny styl w budownictwie został zarzucony, a współczesne budownictwo na Podhalu w wielu przypadkach prowadzi do zniszczenia piękna krajobrazu. Działalność człowieka brutalnie wdziera się w otoczenie, a nowopowstające budynki nie dość, że najczęściej nie mają żadnych odniesień do tradycyjnego stylu, to w wielu przypadkach sprawiają wrażenie zupełnie nieprzemyślanych od strony wkomponowywania się w krajobraz. Doskonałym przykładem jest tutaj los wsi Maniowy. Maniowy były starą góralską wsią o średniowiecznym rodowodzie, słynącą z wyrobów garncarskich, posiadającą bogatą i ciekawą architekturę (np. słynne maniowskie lamusy – drewniane składziki na kamiennych podpiwniczeniach, wkomponowane w skarpy przy domostwach). Pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku podjęto decyzję o przeniesieniu wsi w nowe miejsce – na południowe zbocza Runka. Decyzję tę podjęto w wyniku budowy zalewu czorsztyńskiego. W duchu socjalistycznym zbudowano Nowe Maniowy – betonową wieś składająca się z dziesiątków identycznych, klockowatych domów, wzniesioną bez jakiegokolwiek poszanowania lokalnych tradycji w budownictwie. W ten oto sposób powstał twór na stałe szpecący okolicę i będący znacznym uszczerbkiem dla całego krajobrazu pradoliny Dunajca.

Ze smutnego przykładu Nowych Maniowych nie wyciągnięto niestety właściwych wniosków. Jeżdżąc po Podhalu w każdej wsi spotkać można wiele takich małych Nowych Maniowych – miejsc kiedyś pięknych, teraz oszpeconych przez człowieka. Wiele nowych domów to ciężkie, często niezgrabne konstrukcje, przekrzykujące się tandetnymi ozdobami i jaskrawymi kolorami. W efekcie osoba obserwująca tak przekształcony krajobraz odwraca wzrok, bo nadmiar pstrokatych barw i tandetnych detali kłuje w oczy i po prostu męczy. Brakuje tej naturalnie spokojnej harmonii i proporcji góralskiej architektury. To nie jest już ten krajobraz, którym można się zachwycać, podziwiać i fotografować – to krajobraz, od którego się ucieka.

Co gorsza, równoległą tendencją obok odchodzenia od tradycyjnego budownictwa jest postępujące niszczenie jeszcze istniejących starych, stylowych budynków. Niestety – problem ten dotyczy również Ochotnicy.


Jak buduje się dziś w Ochotnicy

Dzisiejsi Ochotniczanie są spadkobiercami starej i bogatej kultury. Na jej kształt miało wpływ wiele czynników, z których najważniejsze to stosunkowo niedostępne położenie w centrum Gorców, fakt znajdowania się na pograniczu kulturowym oraz silne tradycje wołoskie (wieś jako jedyna na Podhalu lokowana była na wołoskim prawie). Dodatkowo Ochotnica może pochwalić się piękną, choć momentami trudną historią, a do tego niepokornymi, zadziornymi tradycjami zbójnickimi, partyzanckimi i niepodległościowymi. W efekcie powstała unikalna mieszanka kulturowa z własną odmianą gwary, tradycjami i wyraźnie zarysowaną, indywidualną tożsamością. Jest to bogactwo, którym niewiele miejscowości w skali kraju może się poszczycić.

Niestety pomimo to można odnieść wrażenie, że obecni mieszkańcy Ochotnicy nie zawsze zdają sobie sprawę ze swych korzeni i wielowiekowych tradycji. Co więcej, wiele osób (szczególnie młodych) wydaje się wstydzić swego pochodzenia. Młodzi ludzie często nie chcą utożsamiać się z lokalną kulturą – niechętnie posługują się gwarą, zaniedbują dawne tradycje, nie znają też podstawowych faktów z burzliwej historii wsi. A przecież pochodzenie z tak ciekawego i niezwykłego miejsca powinno być powodem do dumy i chluby! Tymczasem zanikły lub powoli zanikają stare, tradycyjne zwyczaje i zawody. Zapomniano nawet o tutejszych, ochotnickich motywach zdobniczych stroju góralskiego. Jednak tendencję odchodzenia od lokalnej tożsamości najbardziej widać w tutejszej architekturze.

Jesteśmy obecnie świadkami dokonywującego się na naszych oczach niebywałego i bardzo szybkiego postępu technologicznego, który w znaczny sposób wpływa na życie ludzi. W dawniejszych czasach nowości ze świata docierały do Ochotnicy z dużym opóźnieniem, a sama informacja o wynalazkach techniki potrzebowała czasem dekad, aby z szerokiego świata trafić pod ochotnickie strzechy. Dziś jest inaczej. Nowinki ze świata docierają do nas w błyskawicznym tempie, podróż do sąsiedniej wsi czy miasta nie jest już rzadkim wydarzeniem i wielką wyprawą, a czymś zupełnie normalnym. Wieś otworzyła się na świat, co stworzyło dla niej niespotykane dotychczas szanse i możliwości rozwoju. Niestety – postęp oraz niespotykana dotąd szybkość wymiany informacji niosą ze sobą również zagrożenia.

Obserwując, jak się w dzisiejszej Ochotnicy buduje można odnieść wrażenie, że postęp i napływ informacji o szerokim świecie doprowadził do zachłyśnięcia się wszystkim co „nowe” oraz zarzucenia tego, co dotychczasowe. Po ochotnickich domach wyraźnie widać, że dzisiejsze hipermarkety budowlane oferują ogromny asortyment towarów, w których kupujący przebierać może wśród dziesiątków typów poręczy, ogrodzeń, dachówek czy okien, a wszystko w pełnej palecie kolorów. Jest zrozumiałe, że po latach socjalistycznej szarości i trudności ze zdobyciem najbardziej podstawowych materiałów dzisiejsza dostępność wszystkiego cieszy; trzeba jednak pamiętać, że taki nadmiar rozwiązań prowadzi do chaosu. Rynek oferuje po prostu za dużo produktów w zbyt wielu odcieniach, a przy takim natłoku barw i wzorów ludzie najczęściej po prostu nie są w stanie dokonać właściwego wyboru. Na domiar złego taki nadmiar prowadzi do niezdrowej fascynacji nowoczesnością i ślepego przejmowania obcych wzorów, a tym samym do zaniku tradycji oraz lokalnej, ochotnickiej tożsamości. Tradycyjne budownictwo drewniane postrzegane jest jako brzydsze, gorsze, stare, utożsamiane z „dziadostwem”. Natomiast kopiowanie obcych rozwiązań przy stawianiu domów uważane jest za manifest zamożności, nowoczesności oraz postępu.

Tymczasem jaskrawe kolory, betonowe kolumny czy plastikowe lwy nie świadczą wcale o nowoczesności. Niestety, idąc za tak rozumianym postępem i niemal zupełnie zapominając o własnej tożsamości zgubiono po drodze to, co w ochotnickiej architekturze najcenniejsze – jej niepowtarzalność i indywidualność. Niespodziewanie zrezygnowano z piękna góralskich domów ojców i dziadów na rzecz opacznie rozumianej nowoczesności, wygody i pseudoestetyki. Czasem odnosi się wrażenie, że ludziom wręcz nie chce się dbać o wygląd i góralskość własnych domów. Dziwi to, bowiem dawniej dysponowano o wiele skromniejszymi środkami, a jednak dokładano o wiele większych starań nie tylko po to, aby tak po prostu było ładnie, ale również po to, aby było „po naszemu”.

Bądźmy świadomi, że w efekcie takich działań na naszych oczach znika wielowiekowa kultura, a Ochotnica coraz bardziej staje się zwykłą, bylejaką wsią, jakich pełno w Polsce. Nowowznoszone domy są praktycznie takie same, jak te budowane na Pomorzu, Śląsku czy w Wielkopolsce. A przecież dom świadczy o właścicielu. Nadając domostwu taki a nie inny charakter ludzie manifestują swoją indywidualność, co jest naturalne i powszechne w sztuce architektury. Jednak dawniej podkreślano swoją indywidualność poruszając się w ramach stylu, bawiąc się zdobieniami, motywami czy kolorami. Wiązało się to z wysiłkiem intelektualnym oraz dodatkowym nakładem pracy. Ale było po góralsku – swojsko i pięknie. Dziś natomiast idzie się po najmniejszej linii oporu szukając indywidualności poprzez dobór krzykliwych, agresywnych kolorów bądź tandetnych, plastikowych ozdób, niejednokrotnie produkowanych w Chinach. Ochotnica przestaje być wsią góralską – zamienia się w niczym nie wyróżniającą się, typową polską wieś. A przecież bycie góralem nie polega tylko na podhalańskich korzeniach i paradowaniu w bukowych portkach na świątecznych nabożeństwach kilka razy do roku. Góral to osobowość i charakter. To niepowtarzalna tożsamość ludzi gór. Trudno jest sobie wyobrazić, by dzisiejsi górale tożsamość swych ojców zamienili na plastikową tandetę „Made in China”, a jednak tak się dzieje…

Jak widać nie wszystko, co wynika z przemiany świata w „globalną wioskę” jest pozytywne i godne naśladowania. Nie można oczywiście negować dobrodziejstw postępu i rozwoju, jednak nie wolno przy tym zapominać o tym, kim się jest i skąd się pochodzi. Nie wolno wyrzekać się swojej własnej tożsamości. Nie wolno wyrzekać się siebie.


Co dalej ze stylem?

Odchodzenie od stylu na rzecz form nowych nie jest jedynym problemem budownictwa w Ochotnicy. O wiele większym problemem jest sposób traktowania istniejących jeszcze starych, tradycyjnych domów góralskich. Są one ozdobą wsi i niemymi świadkami historii. Tymczasem najczęściej dzieje się tak, że gdy właściciele przenoszą się do nowych, przestronniejszych i wygodniejszych domostw, w starych urządzają sobie przydomowe warsztaty lub składziki, jednocześnie zupełnie przestając o nie dbać. W efekcie po kilku latach domy te nadają się wyłącznie do rozbiórki.

Zdarza się też, że stare domy są przez właścicieli remontowane. Idea to piękna, jednak sposób realizacji bardzo często prowadzi do utraty przez budynek regionalnego charakteru. Powszechnym grzechem jest wstawianie (zwłaszcza na gankach) za dużych, pustych okien o gładkich taflach bez poprzeczek. Zrywane są zdobienia ganków. Domy okładane są sidingiem – rezygnuje się z pięknego szalunku zewnętrznego w tradycyjną jodełkę. Niszczy się zewnętrzne, często bardzo bogate i starannie wyrzynane ozdoby. Po takim „remoncie” dom zupełnie traci swój góralski charakter i niepowtarzalne piękno.

Z kolei w nowowznoszonych domach właściciele często starają się nawiązywać do lokalnego stylu, jednak w wielu przypadkach można odnieść wrażenie, że nie bardzo wiedzą jak to zrobić. Obserwując nowe budynki widać, że brakuje im jednego wspólnego mianownika, który charakteryzowałby dany budynek jako stylowy bądź niestylowy. Dzisiejsza architektura w Ochotnicy, pretendująca do miana góralskiej, jawi się w sposób niespójny i chaotyczny – brakuje jej samookreślenia. Dawniej góralska chałupa miała określone proporcje i układ, dziś próbuje się nadawać domom góralski charakter głównie poprzez montowanie na nim ozdób. Bywa jednak, że ozdoby są umieszczane w sposób zupełnie nieprzemyślany i absolutnie sprzeczny z tradycją. Za duże, puste okna nadają domom posępny, pozbawiony wyrazu wygląd. Zaś o proporcje, które automatycznie nadają budynkowi góralski charakter, prawie nikt już nie dba. W konsekwencji, nawet w przypadku, gdy nowobudowane domy mają w zamierzeniu swych właścicieli mieć góralskie akcenty, to efekt nie zawsze można nazwać góralskim. Czy zatem sami górale nie wiedzą dziś, co jest góralskie, a co nie ? Wygląda na to, że w znacznej mierze tak niestety jest, i że przez pogoń za nowościami zapomniano, jak wygląda rodzimy styl. A odpowiedź można łatwo znaleźć w całej Ochotnicy – zachowało się tu jeszcze wiele dawnych, stylowych domów. To w nich drzemie nieprzebrane źródło pomysłów, wzorów i inspiracji – można czerpać pełnymi garściami.

Dzisiejsi turyści coraz częściej szukają czegoś wyjątkowego. Przyjeżdżając na wakacje poszukują lokalnego kolorytu, smaku ale i czegoś, czego nie znajdą nigdzie indziej. Czymś takim jest na Podhalu – oprócz piękna przyrody i świeżego powietrza – fascynująca kultura góralska. Bo o ile pięknych widoków i czystych miejsc mamy w Polsce całkiem sporo, to góralszczyzna jest tylko jedna. I tylko o nas zależy, jak długo przetrwa ona zarówno na Podhalu, jak i w Ochotnicy.

W świetle powyższych rozważań wydaje się, że dziś konieczne jest podjęcie szerokiej dyskusji nad nowym określeniem stylu góralskiego, będącego kontynuacją tradycyjnej architektury góralskiej, a jednocześnie dostosowanego do wymogów i standardu XXI wieku. Konieczne jest wypracowanie formy głęboko zakorzenionej w dotychczasowych osiągnięciach budownictwa góralskiego, a jednocześnie dającej użytkownikom komfort nowoczesnego mieszkania. Tylko w ten sposób będzie możliwe zachowanie na Podhalu tradycyjnego budownictwa i ocalenie od Ochotnicy od trwałej utraty góralskiego charakteru.

* Stanislaw Czajka „Ochotnica – dzieje gorczańskiej wsi 1416-1986”, Jelenia Góra 1987 r.

Autor: Wojtek Mulet