Krzysztof Wielgus, Jadwiga Środulska-Wielgus

Szałasy nad Jaszczem

Chrońmy swoją tożsamość

Każdy dba o swoją twarz. Dosłownie i w przenośni. Pięknie jest wyjść z trudnych sytuacji „ztwarzą”, gorzej – stracić twarz.

Twarz kochanej osoby – to najlepiej rozpoznawalny znak bezpieczeństwa, miłości, oddania.

Ziemia też ma swoją twarz. Jest nią krajobraz-oblicze ziemi. Tak jak u człowieka – jest on pierwszym znakiem tożsamości. I tak jak u człowieka – zmęczona i oszpecona – nie jest tylko problemem kosmetyki, lecz oznakami niepokojących zmian w organizmie.

Piękne oblicze ziemi, to znak dobrej gospodarki; brzydkie – to znak choroby -gospodarki błędnej. Oblicze ziem i kształtowane Bożą Ręką nigdy nie jest brzydkie. Człowiek ma natomiast możliwość wyboru. Częściej, niestety wybiera źle. Teoretycy architektury krajobrazu mówią: „samorządy i mieszkańcy naszych miast i wsi mogą mieć na tyle piękny krajobraz wokół, na jaki sobie zasłużą”,

Piękno krajobrazu – to nie tylko sprawa kwiatów w oknie czy ogródku. To wielkość i kształt domów, wysokość drzew wokół, gęstość zabudowy, kształt dachów, przebieg dróg i linii energetycznych.

To sprawa oblicza; twarzy kraju, miasta, wsi.

Naszej twarzy.

To sprawa honoru.

Autor przy starym domu Krzyśków na Gorcowem

Od 25 lat związaliśmy swoje życie z Ochotnicą. Najpierw jako z krainą wakacyjnych przygód, poznawania przyrody i historii. Potem stała się miejscem, gdzie spędzaliśmy każdą wolną (a czasami i nie wolną) chwilę. Tu wychowały się nasze dzieci. Tu wychowywaliśmy się i my – ucząc się szacunku dla ziemi i ludzi. Tym bardziej leży nam na sercu to, by oblicze tej ziemi – gorczańskiej, ochotnickiej; dla nas najpiękniejszej ziemi na świecie; najlepiej świadczyło o tożsamości nas wszystkich.

Wieś, a właściwie cały mikroregion wsi, przysiółków, osiedli, potoków, zwany Ochotnicą, rozwija się dynamicznie – po bardzo długim okresie zapomnienia, odsunięcia, niesprawiedliwego odłożenia „na ostatnią półkę”. Niepokorna wieś bardzo długo pokutowała za swój patriotyzm i opór. Ciężkie lata 60. i 70., smutne lata 80. XX wieku – to równocześnie lata mozolnego, czasami ponad siły, dorabiania się; wyganiania biedy, budowania nadziei, czasami wbrew wszystkim i wbrew wszystkiemu. Ludzie chcieli mieszkać choć trochę lepiej, niż ojcowie. Materiałów budowlanych było mało, zaś władze komunistyczne robiły wszystko, by krajobraz polskiej wsi wynaturzyć, dać pozór „miastowości” przez wciskanie tym, którzy chcieli się budować – planów domów o kształcie wszystkiego – miejskiej kamienicy, kostki z krzywym dachem, telewizora – tylko nie polskiej, góralskiej chałupy. Mówiono wtedy, że to wstyd, że to znak biednej przeszłości, który trzeba zatrzeć jak najszybciej. Swoje robiły też przepisy przeciwpożarowe z początków lat 50. XX wieku. Ludzie chcieli mieć domy – i jak najmniej kłopotów z władzami. Na własnych plecach wynosili dziesiątki ton betonu i zbrojarki, lali ciężkie stropy apotem przez wiele lat suszyli własnymi kościami nigdy niedogrzane partery niedokończonych przez dziesięciolecia „pudełcoków”. Na górali nie ma jednak siły – bez pomocy architektów, z wyczucia zdrowego rozsądku, nieraz przerabiali przysyłane z powiatu plany, wprowadzając dwuspadowe dachy w miejsce wiecznie przeciekających stropodachów, dostosowywali werandy i loggie do trudnych warunków gorczańskiej zimy. Poprawiało to funkcjonalność budynków, rzadziej – ich urodę.

Koliba Królczyków na Magurkach (Ochotnica Górna)

Od tych czasów minęło już 30, i więcej lat. Ile ludzkiego potu, zmęczenie, ile lat życia zostało zaklęte w tych murach? Ile ciężko zarobionych pieniędzy – w krakowskiej Nowej Hucie, w kopalniach Śląska, za „Wielką Wodą” – weszło w ciężkie, ceglane, betonowe czy .”hasiowe” ściany? O każdym z takich domów można by napisać gorzką historię. Przez dziesiątki lat straszyły nie otynkowanymi ścianami, niewykończonymi pokojami na piętrach, rozjediinymi podwórkami-boiskami, które były ciągle placami budowy.

Teraz, od kilku lat – nawet one pięknieją. Pokryte porządnymi tynkami, otoczone wypielęgnowanymi ogródkami ze skoszoną trawą, przyjmują letników, oferując nieraz luksusowe łazienki Tylko ludzie się postarzeli. Dzieci, dla których planowano raj na pięterku mają już swoje dzieci i często wyleciały w świat. Czasem w wykończonych, betonowych budynkach robi się pusto … Mówi się o agroturystyce, o budowaniu „przemysłu czasu wolnego”. Wiele osiedli Ochotnicy przypomina zadbane przedmieścia Krakowa, Wrocławia czy nawet Berlina. Może tylko więcej bystrych dachów. Okrutny błąd sprzed 60 lat – skazujący ludzi na budowę miejskiej architektury na wsi, stracił swoją zjadliwość, zamieniony został na lepsze warunki życia, na porządne w detalach wykończenie domów, na atrakcyjną ofertę dla miastowych „ponów”, którzy czasem mają w ochotnickich pensjonatach lepsze warunki, niż w swych mieszkaniach, w blokowiskach Krakowa czy Śląska. Ale kosztowało to zycie jednego pokolenia. Kosztowało to także utratę dawnej, Ochotnicy; olbrzymiego drewnianego świata: malowniczego, rządzącego się odwiecznymi prawami i zwyczajami, przyniesionymi tu przez Wołochów; świata pięknego, biednego, wzruszającego lecz czasami strasznego. Rzadko która wieś tak radykalnie zmieniła oblicze. Nikt tamtych czasów nie wróci. Nikt nie może i nie jest w stanie, nawet z najlepszych pobudek, uczynić z wsi skansenu. Jest wiek XXI.

Kurnytowa koliba

Z drugiej jednak strony – trochę z tamtej starej Ochotnicy zostało. Im wyżej – tym więc więcej. Jeszcze więcej zostało w sercach ludzi. Nie tylko nostalgii i tęsknoty. Coraz więcej domów, które budują Ochotniczanie, mają lepszy kształt, lepsze proporcje, pojawiają się piętra zrobione ze złocistej płazówki – dachy i szczyty wykonane są bardziej „po naszemu”. Synowie tych, co w tak wielkim trudzie i znoju zaczynali wznosić za czasów Gomułki, betonowe pudełka, ukończyli szkoły, nauczyli się języka i pojechali do roboty. Pracowali na budowach w Niemczech, Norwegii, Anglii, Holandii. Podpatrzyli, jak w tych nowoczesnych krajach dba się o swojszczyznę, jak ostre przepisy kształtują zabudowę w historycznym krajobrazie Alp Bawarskich, w okolicach Trondheim czy w angielskim Yorkshire. Zapytali, „a czemu nie u nas?” To zresztą część znacznie większego i szerszego procesu. Być góralem to, już na szczęście, nie wstyd, nie „obciach”, jak mówią młodzi. Być góralem – to honor. Dlatego tez więcej jest nowoczesnych, dobrych domów, do których uśmiecha się gorczański krajobraz. Ale pozostało też wiele błędów; i tych zawinionych i tych niezawinionych. Czasem dobre wzory traktuje się trochę naiwnie i bezkrytycznie. W krajobrazie Ochotnicy panuje chaos. Niestety, wciąż giną drewniane budynki, z końca XIX wieku i z pierwszej połowy wieku XX. Oblicze wsi zmienia się, generalnie na lepsze. Ale odchodzi coraz dalej od modelu, pierwowzoru, który zniknął wcale nie tak dawno. Ochotnica jest na zakręcie. Jeśli wygramy szansę, rozwijając te, zaznaczające się coraz wyraźniej kierunki: dumy z własnego pochodzenia, czci i szacunku dla ojców, twórczej adaptacji dobrych wzorów podpatrzonych u sąsiadów, zrozumienia dla tradycji, jako siły napędowej dla teraźniejszości i przyszłości – uratujemy też tożsamość. Albowiem najpierw my kształtujemy budowle, a następnie budowle traktują nas – jak powiedział kiedyś premier Wielkiej Brytanii, Winston Churchill.

Tym wstępem chcielibyśmy rozpocząć cykl prezentacji, w których słowem, rysunkiem i fotografią postaramy się przybliżyć nam wszystkim, jak w architekturze Ochotnicy przejawia się jej tożsamość. To warto przypomnieć. To warto pokazać turystom. To warto zapamiętać, by dobrze budować w przyszłości.

Praformy.

l. Architektura Karpat wywodzi się z jednego, wspólnego rdzenia, choć posiada liczne regionalne odmiany. Prześledziwszy drewniane budownictwo w Siedmiogrodzie, na Ukrainie, w Beskidzie Sądeckim, w Gorcach, na Podtatrzu, w Beskidzie Śląskim, Żywieckim – dojrzymy bardzo wiele podobieństw. Spostrzeżemy też większe różnice. W Ochotnicy i Tylmanowej bardzo mało jest już budowli, o których możemy powiedzieć, iż podobnie budowano kilkaset lat temu, gdy lokowano naszą wieś na prawie wołoskim. Bardzo starą, piękną, archaiczną formę ma szałas Królczyków pod Magurką, w Ochotnicy Górnej, pochodzący z wieku XIX. Nawiązuje on do bardzo starej konstrukcji dachu, tzw. sochowej, charakteryzuje się dużymi okapami w szczytach (zwanymi czasem „przidaszkami”). Przedłużona połać dachu, kryjąca komórkę, przez Wołochów, używających języka ruskiego nazywana była „pidganije”.

Chałupa Krzyśków z pocz. XIX wieku

Szałas Królczyków na tle masywu Lubania, jako klasyczny przykład krajobrazu Gorców, posłuzył jako wzór do opracowania znaku graficznego „Szlaku Kultury Wołoskiej”

2. Prawdopodobnie najstarszym przykładem zabudowy siedliskowej (czyli zamieszkiwanej przez cały rok), jest chałupa rodziny Krzyśków w osiedlu Chrycyki w potoku Gorcowe. Według niektórych danych, część budynku może pochodzić nawet z końca wieku XVIII!. Dom reprezentuje pierwotną formę chałupy góralskiej. Była ona nie symetryczna, miała większa białą izbę, niewielką izbę czarną, za którą zlokalizowano komorę. Nakryta była dachem z daleko wysuniętymi okapami, wspartymi na przedłużonych belkach zrębu, zwanych „rysiami”. Dom był mały, wysokość kondygnacji liczyła około 2 metrów, drzwi wejściowe miały wysoki próg i nie więcej nż l70 cm. Chata była kurna, zaś w małych okienkach o wymiarach około 90 x 90 znajdowały się pierwotnie „szybki” z błon zwierzęcych. Cechy te spełnia dobrze zachowana, maleńka chałupa ma Gorcowem, tym cenniejsza, ze zachowana wraz z budynkiem gospodarskim.

Dom Jurkowskich na Groniówce

3. Najstarszy udokumentowany budynek gospodarski w Gorcach – Kurnytowa Koliba na Polanie Kurnytowej w Potoku Forendówki. Pochodzi z roku 1839. Nie jest, wbrew nazwie, szałasem, lecz mieszkalnym budynkiem, samotniczej zagrody polaniarskiej. Prezentuje bardzo wysoki poziom ciesiołki i piękną formę architektoniczną.Mimo że budynek jest kurny, stanowi przykład kolejnego, wyższego stopnia ewolucji budownictwa gospodarskiego w Ochotnicy. Rzut budynku jest symetryczny; biała i czarna izba są niemal identyczne; po środku znajduje się sień. Wysoki zrąb zwieńczony jest dachem dwuspadowym z dużymi okapami (przyczółkami). W ścianach szczytowych znajdują się poszerzone otwory – strzelnice, ślad wykorzystania budynku jako kwatery dowództwa IV Batalionu „Nowy Targ” I Pułku Strzelców Podhalańskich AK. JEST TO UNIKATOWY ZABYTEK O WSPANIAŁEJ HISTORlI!

4. Chałupa Jurkowskich z osiedla Zagroniówka w Ochotnicy Górnej. Przykład ewolucji budownictwa drewnianego. Jest to dziś najczęściej spotykany przykład dawnego budownictwa drewnianego. Nie reprezentuje on najstarszych form góralskich.

Zabudowania gospodarcze na os. Lubańskie

Chałupa jest symetryczna, w czarnej i białej izbie – po dwa okna, za czarną izbą – komórka. Dach dwuspadowy, niski, zbudowany w oparciu o konstrukcję tzw.  „stolcową” – czyli z główną belką biegnącą w kalenicy -tak zwanym „kuni em”. Szczyty są proste, bez okapów, z nadwieszony mi połaciami. Szczyty takie bywały zdobione wyrzynaniem. Jest to naleciałość z krajów alpejskich, która trafiła na nasze ziemie około 1830 roku, najpierw za sprawą gajówek, budynków rządowych i wojskowych, stawianych przez władze austriackie, później zaś poprzez uzdrowiska (tzw. „styl szwajcarski”). Zwraca też uwagę mszenie, zamazane gliną i bielone na siwy kolor oraz bielone ostatki belek w zrębie. Jest to znak odmienności architektury z Doliny Ochotnicy w stosunku np. do chałup góralskich z Podtatrza.

5. Budynki gospodarskie z potoku Lubańskiego. Świetny przykład zdobienia budowli inwentarskich, zestawionych wraz z budynkiem mieszkalnym wokół. Charakterystyczną cechą jest nadwieszenie strychu (jakby „wyżka”) nad stajnią. Takie podcienie pozwalało na przejście suchą nogą w czasie opadów z boiska do stajni a także ułatwiało wrzucenie siana z wozu na poddasze.

Dom Królów na Forendówkach

6. Budynek rodziny Królów z Forendówek, piękny przykład późnego budownictwa drewnianego. Symetryczna chałupa góralska, wzbogacona w wyniku wpływów tzw. „Stylu zakopiańskiego” o bogato zdobioną werandę, oraz pokoje na poddaszu. Zwraca uwagę bardzo „bystry” dach. Dachy takie stały się modne tuż przed I wojną światową, głównie jednak w okresie międzywojennym, jako znak fascynacji góralszczyzną, rozpropagowaną przez Stanisława Witkiewicza. Domy takie służyć miały także i letnikom.

Na takich obiektach kończy się epoka budownictwa drewnianego w Ochotnicy.

Źródło: kwartalnik „Ochotnica” nr 16/2010 (XII 2009)
Dziękuję Autorom za zgodę na zamieszczenie artykułu