Jadwiga Środulska-Wielgus, Krzysztof Wielgus, Zdzisław Błachut, Piotr Kohut, Józef Michałek

Logo Szlaku Kultury Wołoskiej

Szlak Kultury Wołoskiej

Wstęp

Koncepcja Szlaku Kultury Wołoskiej (zwanego często w skrócie „Szlakiem Wołoskim”) zrodziła się w początku obecnego stulecia w Wiejskim Ośrodku Kultury

w Ochotnicy Górnej, przy wsparciu miejscowego Oddziału Związku Podhalan oraz środowisk akademickich krakowskich uczelni – w szczególności Instytutu Architektury Krajobrazu na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej.

Po raz pierwszy zmaterializowała się w postaci opisu, map, plansz terenowych
a następnie publikacji naukowych i popularyzatorskich w latach 2007-2008, w oparciu
o działalność Lokalnej Grupy Działania „Gorce-Pieniny” w ramach Projektu Leader+ (…).

1. W drodze, czyli geneza i idea szlaku.

Wędrówki wołoskie miały niezwykle istotne znaczenie dla kształtowania kultury w górskich terenach Europy Wschodniej i Środkowej. Ludność wołoska nie izolowała się, wnosząc swoje dziedzictwo w kulturę wszystkich narodów i grup społecznych, z którymi dane było się jej spotkać na swojej drodze. Osadnicy wołoscy nasiąkali przy tym kulturą zastaną na szlaku swych wędrówek, spełniając rolę zarówno nośnika jak i katalizatora przemian kulturowych i cywilizacyjnych. Tym samym pod pojęciem „kultury wołoskiej” można rozumieć ogół kultury Karpat w całej swej wielobarwności i bogactwie. Ich zaczynem był depozyt pasterskiej kultury, przyniesiony z głębi Półwyspu Bałkańskiego i doskonalony na zagospodarowywanych terenów, a więc nieustannie ewoluujący. Stapiany z kulturą ziem zasiedlanych – przesądzał zarówno o uniwersalizmie jak i o odmienności ludów gór. Jedność wołoskiego korzenia absolutnie nie wykluczała więc regionalnych, a nawet mikroregionalnych różnic, tak istotnych dla bogactwa i różnorodności. Fenomen oddziaływania kultury wołoskiej przejawia się w jedności pozornie wykluczających się pojęć: uniwersalizmu i wernakularyzmu. Już sam ten fakt – możliwości eksponowania bogactwa, znaczenia i odrębności kultury ludzi gór, na osnowie środkowo – wschodnioeuropejskiej jedności jest mocnym argumentem za budową Szlaku Kultury Wołoskiej – najpierw na określonych odcinkach lokalnych – z myślą jego rozbudowy i doskonalenia – do stadium jednego z wielkich, międzynarodowych szlaków turystyki kulturowej. Motywacja historyczna działa tu w wyjątkowej synergii z terytorialną specyfiką szlaku: wieść on będzie przez najatrakcyjniejsze z punktu widzenia przyrodniczego i krajobrazowego, górskie tereny kilku państw europejskich.

Istotą gospodarki wołoskiej była droga. Rozumiana zarówno jako wielki szlak wędrówki łukiem Karpat, jak i jako coroczne lub sezonowe przenosiny  pomiędzy terenami zamieszkania a terenami wypasów. Najprymitywniejszą formą wędrówek ludów jest nomadyzm, w którym ludność nie posiada stałej siedziby. Transhumacja [franc. La transhumance] jest najwyższą formą wędrówek oznacza bowiem ruch wydzielonych, „wyspecjalizowanych” części społeczności wraz ze stadami, podczas gdy reszta ludności prowadzi osiadłe życie, zajmując się uprawą ziemi.

Typowym zjawiskiem dla tego sposobu gospodarowania jest przesuwanie się pastwisk w miarę wegetacji traw. Transhumacja nie znaczyła ruchu stada jedynie „w pionie” w obrębie tego samego pasma górskiego, lecz i sezonowe przenoszenie się na znaczne odległości pomiędzy różnymi krainami geograficznymi. Pasterze mołdawscy pędzili stada kilkanaście tysięcy owiec wiosną na teren Siedmiogrodu; wędrówka trwała około 2 tygodni. Ostrzejszy klimat na terenie Polski zmniejszył zasięg transhumacji, choć w literaturze pojawiają się informacje o schodzeniu stad na zimę z wypasu w Karpatach aż  w dolinę Wisły w rejonie Sandomierza. Należy podkreślić, iż drogi pasterskie pasterskie nie pokrywały się z drogami handlowymi i miały szerokość nawet do40 metrów.

Drogi pasterskie dostosowane były do potrzeb i możliwości rodzaju pasionych zwierząt. Mniejszy stopień nachylenia dróg oraz stoków  odpowiadał wypasowi bydła rogatego, większy – owiec,  jeszcze inne kryteria musiały spełniać pastwiska dla owiec nie dojonych – które trzymano na oddalonych pastwiskach kilka tygodni gdyż nie trzeba ich było pędzić na dojenie dwa razy w ciągu dnia. Konie pasiono w pobliżu szałasów. Krowy w dnie dolin i łatwo dostępnych zboczach, jałówki wypędzano wyżej niż krowy. Woły pędzono na osobne pastwiska, w teren trudniejszy niż krowy i jałówki ale w nie tak trudny teren jak owce. Szlaki wypasowe owiec są więc w górach najpopularniejsze.

Drogi pasterskie polegały na wyrąbanym przejściu przez gęstwinę leśną, lub w miejscach szczególnych – budowaniu mostków, choć zazwyczaj zwierzęta korzystały z brodu. Umacniano także osuwające się ścieżki (przykładem może być pasterska ścieżka, wybudowana na zboczach Kominów Tylkowych w Tatrach ponad żlebem Żeleźniakiem). Często pierwotne drogi pasterskie wykorzystywali później górnicy.

Watra Wołoska 2010

Na ruch sezonowy, coroczną „oscylację” grup młodych mężczyzn, jako opiekunów stad,  w pionie i poziomie, nakładał się powolny, konsekwentny ruch osadniczy, przesuwający obszary osiedleńcze i pasterskie, coraz bardziej na północ i zachód – zgodnie z zasadniczą osią łuku Karpat. Podstawowy system osiedleńczy obejmował zarówno wsie-łańcuchówki, jako rozwiniętą formę, niejako docelową, jak i oddzielne zespoły osadnicze zwane „kutami”, tworzące przysiółki. Prowadzono gospodarkę wypaleniskową, kopieniacką, rolniczą w systemie dwópolowki. Rolnictwo rozwijało się na wysokości nawet do 1500 m.n.p.m. Poza pasterstwem Wołosi przynosili kulturę kowalską, wyrobu szkła hutniczego, budowę młynów, foluszy i blechów. Byli więc jakby osadnikami „do zadań specjalnych”, do walk karpacką puszczą, do wprowadzania nieznanych na rolniczych, żyznych  równinach metod pasterskich Ich migracje, jeden z największych i najważniejszych ruchów transhumacyjnych, stworzył kulturę Karpat, przenosząc, jak ogromny pas transmisyjny, zwyczaje, języki, a nawet religie pomiędzy społecznościami, przez których  ziemie  przechodził.

 

Wołochów można by więc nazwać jednymi z zapomnianych, wciąż tajemniczych „Ojców Europy”.

2. Skąd idziemy?

Jako jedną z kolebek Wołochów autorzy podają Epir, co tłumaczyłoby wątki albańskie w języku. Tam miałaby powstać Wielka Walachia. W XII wieku zostali stamtąd wyparci. Presja zajmowania Bałkanów przez Turków skłoniła część Wołochów do podjęcia wędrówki na tereny dzisiejszej Polski, Ukrainy, Węgier, Czech, Słowacji. Prawdziwych Wołochów wg P. Nowickiego można też spotkać w Grecji m.in. okolic gór Pindos na granicy z Albanią. Należy jednak podkreślić, iż etnogeneza Wołochów do dziś nie jest do końca wyjaśniona. Do wieku XIX wywodzono ich wprost od plemion italskich – jako kolonistów cesarstwa rzymskiego (znaczenie germańskiego Wlch/Welch, oznaczające ludność italską i zadziwiające podobieństwo nazw Wołoch – Włoch w języku polskim i, symetrycznie,  Oláh – Olász w języku węgierskim). Teoria ta została już pod koniec wieku XVI podważona przez teorię autochtoniczną, romańsko-dacką. Ta, z początku gwałtownie krytykowana, przez przodków dzisiejszych Rumunów, jako denobilitująca, w wieku XIX została przez nich gorąco… zaakceptowana (!) gdyż uzasadniała romańską obecność w Siedmiogrodzie. Stała się orężem przeciw migracyjnej teorii Röslera, uważanej za narzędzie madziaryzacji. Mocne upolitycznienie sporu, choć sięgające pozornie zamarłych czasów monarchii austro-węgierskiej, z nadspodziewaną siłą trwa do dziś i nie ułatwia badań. Coraz mocniej jednak udokumentowane są związki Wołochów w wieku XII i XIII z państwem Bułgarów, które obejmowało wówczas także ziemie macedońskie. Bezsporny jest fakt rozprzestrzeniania się ludności wołoskiej po całym łuku Karpat, a w końcu wspomniane, niezwykłe zjawisko ponadetniczności kultury, która była na tyle atrakcyjną i nośną iż przekroczyła nie tylko bariery wyznania i języka, ale też związki krwi. Występowała i wciąż występuje na ziemiach serbskich, bośniackich, chorwackich, jak też na terytoriach południowej Polski, Rusi, Moraw i Słowacji.

Należy wspomnieć, iż osadnictwo wołoskie miało też istotne znaczenie wojskowe na terenach pogranicznych, stanowiąc gwarancję stworzenia organicznego kordonu, utrudniającego wrogom naruszanie rubieży państwa.

Kolonizacja wołoska zainicjowana przez Kazimierza Wielkiego (najwcześniejszą lokacją były Hadle na Pogórzu Dynowskim w 1377 r.) otwierała możliwość eksploatowania terenów górskich, dotychczas ekonomicznie nieproduktywnych. Była przede wszystkim zjawiskiem społecznym, choć nie koniecznie etnicznym; prawo wołoskie (ius valacchium) określało status ludności zajmującej się pasterstwem, niezależnie od jej pochodzenia. Stosowane było jako normatyw dla ludności nowo osiedlanej na ziemiach, gdzie z konieczności dominować musiała gospodarka hodowlana. Kiedy Wołosi zagospodarowali nieużytki i osiedli, tworząc zakłady rzemieślnicze, następowała często powtórna lokacja na prawie niemieckim. W roku Wołosi 1406 dotarli w poszukiwaniu dogodnych warunków osiedlenia na Sądecczyznę. W roku 1416 Ochotnica otrzymała przywilej lokacyjny, a w nim jedną z pierwszych wzmianek o produkcji sera owczego. Rozpoczęły się odnotowane historycznie dzieje wielkiej, wołoskiej wsi.

3. Dlaczego Ochotnica? Dlaczego Beskid Śląski? – czyli pamięć krajobrazu.

Krajobraz Ochotnicy Górnej - wołoski "warsztat pracy"

Impuls utworzenia Szlaku Kultury Wołoskiej wyszedł z Ochotnicy w Gorcach i niemal natychmiast uzyskał silny odzew i wsparcie z Beskidu Śląskiego. Nieprzypadkowo. I pod Kiczorą w Gorcach, i pod Baranią Górą w Beskidzie Śląskim – tradycje wołoskie są bardzo silne. Ochotnica – wielka, królewska wieś, osadzona przez króla Władysława Jagiełłę na prawie wołoskim w początkach XV wieku, utrzymała, mimo wszelkich dziejowych przeciwności, bardzo wiele nie tylko z historycznego sposobu gospodarowania ale i ducha swej społeczności. Była jedną z pierwszych wielkich lokacji wołoskich na terytorium Polski. Beskid Śląski i Żywiecki zostały nimi objęty jako ostatnie, w całości praktycznie w wieku XVII. Tradycje wypasu wielkich stad, olbrzymiej gospodarki pasterskiej, ograniczonej dopiero autorytarnymi decyzjami austriackiej, józefińskiej administracji z końcem XVIII wieku, są tam, mimo wszystko, silne i żywe. Stamtąd, przed ok. 10 laty, przyszedł impuls praktycznego powrotu do gospodarki pasterskiej.

Kolonizacja wołoska pozostawiła niezatarte ślady zarówno w tradycjach, jak i układzie przestrzennym Ochotnicy. Krajobraz, mimo przemian, wciąż zachowuje pamięć o swoich wieloletnich gospodarzach. Albowiem krajobraz to pamięć.

Zespół dawnych terenów pasterskich, rolnych i osadniczych w masywach gór otaczających Dolinę Ochotnicy jest jednym z najbogatszych w skali kraju – pod względem czytelności i jakości krajobrazowej spuścizny archaicznej gospodarki, bazującej na dawnych tradycjach i zwyczajach wołoskich. Jest to wynikiem stosunkowo bardzo niedawnego porzucenia tradycyjnej gospodarki (nastąpiło to około 50 lat temu), które w dodatku było wynikiem dramatycznych wydarzeń politycznych i autorytarnych decyzji. Zanik masowego wypasu sezonowego, porzucenie gospodarki dwudomowej, wyprowadzenie wielkich stad nastąpiło na południowych stokach Gorców niemal jednoetapowo (przynajmniej w porównaniu z długotrwałością sześciuset letniego trwania zjawiska). Olbrzymi teatr, czy też raczej warsztat pracy, jakim były setki polan i hal w masywie Lubania, Gorca, Magurek czy Kiczory, opustoszały w trakcie życia jednego pokolenia; nie było więc stopniowego zamierania  gospodarki i sukcesywnego odbierania uprawianych i zamieszkiwanych obszarów przez naturę.  Można powiedzieć, że mimo upływu czasu, sukcesji roślinnej, zarastania polan i pastwisk i zanikania materialnych śladów w postaci pasterskich kolib i samotniczych gospodarstw zarębiackich – wchodzimy wciąż jeszcze w wyraźne, niemal „ciepłe” ślady dawnych gospodarzy gór. Ich ślady są wszechobecne, choć dla nieprzygotowanego obserwatora (przez rozległość i niewielką ilość wyrazistych artefaktów) mogą być mało czytelne i nieoczywiste. Ich wartość dokumentacyjna i dydaktyczna jest wielka, lecz wymaga w wskazania – mianowania. Część opisywanych miejsc jest ponadto obecnie dość trudno dostępna; dotyczy to przede wszystkim północnych i wschodnich stoków Lubania. Pod względem czytelności i kompletności przodują dawne zespoły pasterskie w Ochotnicy Górnej, w masywach; Magurek, Skalistego Gronika, Borysówek, Przysłopa.

Kamienny "wołoski" szałas

Nadzwyczajną, bezdyskusyjną i oczywistą wartością są walory krajobrazowe wysoko położonych polan, dróg i pozostałości po gospodarstwach samotniczych. Idą w parze z wartościami przyrodniczymi dawnych terenów wypasowych i uprawnych. Tutaj zdecydowanie przodują zespoły, otwarte na południe i południowy zachód, położone na szczytach i zboczach Wierchu Znaki, Magurek-Borsuczyn (w tym unikatowa Kurnytowa Polana z zachowaną chałupą samotniczego gospodarstwa z 1839 r.), Przechyby, Skałki i Gorca. Bardzo wysokie wartości krajobrazowe mają, dzięki swej ekspozycji, Tarchałowskie Pola, Osobie i Wietrznica w Ochotnicy Dolnej i Tylmanowej. Nie wiodą jednak do nich dotąd żadne szlaki turystyczne.

Pamięć krajobrazu jest więc w przypadku wsi Ochotnica wyjątkowo trwała długowieczna i odporna na przemiany polityczne. Wędrując polanami, czy też wspinając się do granic ciągle  widocznej ”zębatej” linii  granicy rolno-leśnej nie zdajemy sobie sprawy, iż w istocie zanurzamy się  w… średniowieczny krajobraz. Współczesne budynki widoczne w dolinie czy nawet mało urodziwa linia przesyłowa wysokiego napięcia – to jedynie cienka warstwa nowoczesności nałożona na krajobraz kulturowy kształtowany przez setki lat zgodnie z rolno-pasterską kulturą, która wykształciła się w górach. Aby rozpocząć przypominanie ich dziedzictwa, trzeba było (oprócz prac znakomitych etnografów), uporu, konsekwencji, grupy ludzi, związanych w mniej lub bardziej wyraźny sposób, z tą wsią. Współczesnym wcieleniem wędrowania jest turystyka. Nie ta egoistyczna, dla sybarytów, lecz turystyka z podtekstem, wymagająca wysiłku. Inicjatywa ożywienia wołoskich szlaków poprzez turystykę kulturową, wyszła z kręgu Ochotniczan, skupionych wokół Wiejskiego Ośrodka Kultury w Ochotnicy Górnej. Od połowy lat 90. XX w. zaobserwować można postępującą autokreację pamięci krajobrazu: niejako samoistne odradzanie się wołoskich korzeni jako inspiracji do najbardziej nowoczesnych działań w formie XXI-wiecznej turystyki zrównoważonej. W roku 2003 konieczność ochrony pasterskiego krajobrazu Gorców wprowadzono do Planu Zagospodarowania Przestrzennego Województwa Małopolskiego. Od roku 2005 rozpoczęto, dzięki współpracy Polskiego Towarzystwa Historycznego O/Nowy Targ, Politechniki Krakowskiej, Gorczańskiego Parku Narodowego oraz Gminy Ochotnica Dolna inwentaryzowanie polan gorczańskich, jako elementarnych wnętrz architektoniczno-krajobrazowych. Praca ta idzie w ślady pionierskich działań arch. Wojciecha Śliwińskiego z lat 70. XX wieku, oraz dokumentacji fotograficznej ś.p. Profesora Jana Władysława Rączki,  przyczyniając się do określenia kierunków i dynamiki przemian. Działaniem równoległym i synergicznym jest program badawczy o nazwie „Gorczańskie Cienie” – inwentaryzacja miejsc związanych z działaniami wojennymi na tym niespokojnym terenie, z lat 1939-1953. Gigantyczna scenografia, uformowana w górach przez naturę i ludzką gospodarkę o wołoskim rodowodzie, posłużyła w oczywisty sposób do dramatycznego spektaklu partyzanckich, nieraz bratobójczych walk z lat 1943-1949.

Szałas Królczyków Pod Magurka w Ochotnicy Górnej - Jaszczem

Odczytywanie tych trwających w pamięci krajobrazu znaków, zaprezentowane w postaci serii artykułów i konferencji naukowych. Okazało się „gorącym” materiałem dla rozpoczętego w roku 2006 Programu Leader+, pilotowanego przez Lokalną Grupę Działania Gorce-Pieniny. Synteza odczytanych i zapisanych wartości pojawiła się na specjalnych, wielojęzycznych tablicach, będących świadectwem tożsamości każdego z sołectw gminy Ochotnica i Krościenko nad Dunajcem. Przewodnik, mapka i początek znakowania gminnych ścieżek edukacyjnych – to zaczątek splatania zamierzonego szlaku kultury wołoskiej, zaś koncepcje architektoniczne, m.in., uratowania starej szkoły z 1910 r. i przekształcenia jej na jeden z punktów początkowych szlaku – były gotowe, gdy przyszło składać wnioski do programu inwestycyjnego PROW. Jeśli dodać do tego potraktowanie idei szlaku wołoskiego jako jednej z 20 najlepszych praktyk dla polskich Karpat i podpisanie w Rajczy Porozumienia dla Karpat w sprawie rozwoju szlaku i odbudowy pasterstwa, wraz z góralami z Beskidu Śląskiego i Żywieckiego, udowadnia to siłę owej wielotorowej i wielopoziomowej akcji, swoistego laboratorium turystyki kulturowej. W roku 2010 na stoki Magurek wróciły owce. Zbocza góry są wykaszane, odrestaurowano piękną, XIX-wieczną kolibę, w historycznym gospodarstwie Królczyków odbywają się międzynarodowe warsztaty; biorą w nich udział m.in. Niemcy i Holendrzy. Uczestnik i współinicjator projektu, Józef Królczyk spod Magurki realizuje, mimo piętrzących się przeciwności ideę parku kulturowego – w najczystszej postaci. Ratuje nie tylko poszczególne budowle czy tradycje – lecz wprost historyczny, gorczański, karpacki krajobraz. Nie jest to działalność zadekretowana ani narzucona, realizowana wielkimi środkami europejskimi, państwowymi, czy wojewódzkimi. Jest raczej „organicznikowską” działalnością rodzinno-gazdowską. Nie przynosi na razie zysków. Wyrasta z autentyzmu form i treści, zapisanych w karpackim krajobrazie. Jego forma stanowi niedyskutowalną, realną wartość; zawarta w nim treść jest inspiracją i motywacją dla ludzi połączonych ideą, choć nie stanowiących żadnej zinstytucjonalizowanej grupy zadaniowej.

Górale śląscy, gorczańscy, żywieccy, sądeccy; Łemkowie, Huculi – przygotowują się do Wielkiego Redyku w roku 2013, aby wraz ze stadami przetrzeć zapomniane wołoskie ścieżki dla turystyki kulturowej.

W prawdziwym obrazie  kulturowym Karpat nie może bowiem zabraknąć owiec. To one były i są nadal czynnikiem kształtowania krajobrazu, to od nich życie społeczne człowieka w Karpatach się zaczęło.

Łagodne grzbiety Beskidów od wieków użytkowane były przez koczowniczych Wołochów zapuszczających się w najodleglejsze zakątki Karpat. To oni przez stulecia byli tu gospodarzami. Najpierw jako potomkowie wolnych Daków chroniących się przed rzymskim najeźdźcą w górach Dacji, później jako pasterze, którzy we współpracy z plemionami Słowian penetrowali również niedostępne dotychczas Bałkany i Alpy.

Echo starożytnych nazw dackich noszą choćby takie słowa jak: baca, koszor, watra, bundz.

„Bogowie bydła” doskonale opanowali umiejętność prowadzenia gospodarki pasterskiej. Umieli wytwarzać znakomite sery podpuszczkowe, przyrządzać baraninę, zagospodarowywać wełnę i wyprawiać skóry. Te umiejętności nie znane w takim zakresie przez sąsiadujące z nimi plemiona tworzyły wokół nich aurę tajemniczości i magii.

Koczowniczy tryb życia, poznawanie coraz większych przestrzeni świata otwierały umysł człowieka na nowe horyzonty. Wyzwania przed jakimi musiał codziennie stawać wszechstronnie kształtowały jego umiejętności. Znał zasady leczenia zwierząt i ludzi,  korzystając z wiedzy przyrodniczej przygotowywał zioła, dobrze orientował się w terenie, który oznaczał bogactwem słów, których znaczenia dziś już się tylko domyślamy. Beskid, kiczora, magura, groń, przysłup, koszarzyska stały się z biegiem czasu nazwami gór, polan i uroczysk. Na tereny Beskidu Śląskiego i Żywieckiego wołoscy pasterze przywędrowali w XV w. przynosząc tu dawno ukształtowaną kulturę pasterską i organizację społeczną charakterystyczną dla życia w górach, co w sposób decydujący kształtowało  kulturę późniejszych górali, do dziś rozpoznawalną w całym bogactwie zwyczajów, tradycji i obrzędów.

Wiosenny redyk, święto „miysanio owiec” to równocześnie najważniejszy dzień pasterzy karpackich. W tym dniu odnawiają oni swoje przymierze z ludźmi i powierzonymi im owcami. Nadaje to sens ich życiu, wprowadzając w bieg historii całych pokoleń owczorzy – ciobanów; baców, juhasów, holejników. Wspólny krąg i zamieszanie owiec pochodzących od różnych gazdów, zapalenie watry, okadzenie koszora i modlitwa są symbolicznym rozpoczęciem sałaszowania, czyli prowadzenia gospodarki pasterskiej na górskich halach.

Od tego dnia pasterze mają bardzo dużo pracy. Ze zwierzętami nie rozstają się ani na chwilę. Nawet w nocy dobry baca śpi nie w bacówce, lecz przy owcach, obok koszora w budzie.

Dzień na sałaszu rozpoczyna się modlitwą. Szybki znak krzyża i choć ledwo świt nastaje, rozpoczyna się dojenie owiec. Ich mleko jest skarbem. Wyrabiane z niego sery są głównych źródłem dochodu bacy. A trzeba tych serów trochę wytworzyć, aby starczyło na zapłatę dla juhasów za pracę i dla gazdów za owce oraz na zarobek – dla gości odwiedzających bacówkę.

Najlepiej znany ser owczy to oscypek, o charakterystycznym wrzecionowatym kształcie, ostrym zapachu i smaku.  Jest to europejski produkt tradycyjny. Niestety, wobec całej masy podróbek, w swej oryginalnej postaci dostępny raczej tylko w bacówce i u zawodowych baców od kwietnia do października – bo w tym czasie doi się owce. Jest jeszcze bundz – świeży słodki owczy ser podpuszczkowy i bryndza. Rzadkim rarytasem są: hurda, oraz żętyca – owcza serwatka stosowana jako zdrowy napój.

Coraz częściej w ofercie bacy jest również jagnięcina. To doskonały przysmak pochodzący z młodych owiec. Przyrządzana na różne sposoby, jednak najlepsza w bukiecie zapachu ziół i jałowca. Trudno dostępna w sklepie, gdyż wysyłana jest na eksport do Włoch, gdzie króluje na wielkanocnym stole.

Owce pasą juhasi, owczorze. Czujnym okiem doglądają stada. Kierdel owiec rozciąga się szeroko i gdyby nie pies, pomocnik pasterza trudno by było zaganiać je do koszora.

Kiedyś zbudowany z tanin, był jak obóz wojskowy, gdzie wrogowi trudno było się dostać. Przegrodzony strungą, wiedzie do miejsca udoju. Przez dziurę wychodzą owce prosto do czekającego na nich dojacza. Kilka sprawnych ruchów i owca jest wydojona.

Praca w bacówce jest ciężka. Trzeba wody nanosić i nagrzać. Potem mleko do puciery nalać, przykryć, zaprawić klagiem, zamieszać, znowu czekać, by wreszcie grudę sera wycisnąć. Posprzątać, naczynia umyć, dołożyć do ognia, sery ułożyć do wędzenia. I tak codziennie, bez przerwy bez czasu wolnego, całe lato.

I gdy jesień przychodz,i robi się redykołki.
dla dzieci, co czekają w domu.
Małe serki w postaci ptaszka, jelonka, serduszka.
Serowe prezenty z redyku – wędrówki z owcami
po halach i górach.
z „samiućkigo” nieba.

ZAKOŃCZENIE

Kluczem do Szlaku Kultury Wołoskiej  jest turystyka kulturowa. Charles J. Metelka z Uniwersytetu Stanowego Wisconsin South zdefiniował turystykę kulturową jako tę „…w której zainteresowanie podróżujących koncentrują się na bogatej przeszłości ludzi bądź obszarów, zachowanej i odzwierciedlonej w zabytkach, historycznych okolicach, tradycyjnej architekturze i rękodziełach”. Z punktu widzenia strategii planowania, turystyka kulturowa to próba wykreowania na danym obszarze środowiska, wzbogacającego tak jego mieszkańców jak i odwiedzających, zaś gospodarze starają się wyważyć wymogi stawiane przez turystę oraz uwarunkowania dobrobytu odwiedzanego obszaru, w określaniu których biorą udział przedsiębiorstwa gminne oraz środowiska zwolenników ochrony przyrody.

Swoistym laboratorium  tak właśnie pojmowanej, nowoczesnej gałęzi turystyki staje się, dzięki wielu uwarunkowaniom Gorce i Beskid Śląski. Wspólnym mianownikiem projektu ich udostępnienia i rozwijania, prawem dobrej praktyki na całe Karpaty, jest ich niecodzienne udostępnianie dla niecodziennego turysty. Rzeczywistym liderem, zarówno fazie w poszukiwań, utrwalania i oferowania przestrzeni historycznej Gorców, staje się społeczność gminy Ochotnica Dolna, jednej z największych terytorialnie i najbardziej osobliwych wsi w Polsce oraz pionierzy wypasu owiec na halach Beskidu Śląskiego.